Naukowcy twierdzą, że bez protokołu montrealskiego w sprawie substancji zubożających warstwę ozonową Ziemia byłaby obecnie narażona na znacznie większe ilości promieniowania ultrafioletowego. Zdaniem byłego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana protokół montrealski to „być może najbardziej udana umowa międzynarodowa”.

Czytaj także: Gdzie uciec przed katastrofą klimatyczną? Naukowcy sprawdzili

Modelowanie przez międzynarodowy zespół naukowców z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Nowej Zelandii podkreśliło związek między naruszeniem warstwy ozonowej i globalnym ociepleniem.

Naukowcy twierdzą, że nowe dowody wskazują na to, że używanie chlorofluorowęglowodorów (CFC), czyli chemikaliów szkodliwych dla warstwy ozonowej, spowodowałoby gwałtowny wzrost globalnych temperatur. Według ich obliczeń, do końca stulecia temperatura powietrza wzrosłaby o dodatkowe 2,5°C. Znacznej degradacji uległaby również krytyczna zdolność Ziemi do wychwytywania węgla z atmosfery.

Według naukowców, poziomy rakotwórczego promieniowania UV na średnich szerokościach geograficznych – obejmujących większość Europy, Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Azję Środkową – byłyby silniejsze niż dzisiejsze tropiki.

Szacuje się, że bez wprowadzenia zakazu stosowania CFC, na świecie byłoby około 580 miliardów ton dwutlenku węgla mniej zmagazynowanych w roślinności. Dodatkowo, do atmosfery trafiłoby 165-215 części na milion (40-50 proc.) dwutlenku węgla więcej. Według naukowców, ta nadwyżka dwutlenku węgla przyczyniłaby się do dodatkowego ocieplenia temperatury globalnej o 0,8°C. To zaś uniemożliwiłoby realizację celów porozumienia paryskiego.

Czytaj także: Rosja truje rekordowo. Strach żyć w tych miastach

Te odkrycia, przedstawione w artykule „Protokół montrealski chroni ziemskie pochłaniacze dwutlenku węgla”, pokazują, że zakaz stosowania chlorofluorowęglowodorów chroni klimat na dwa sposoby. Z jednej strony ogranicza występowanie efektu cieplarnianego, z drugiej zaś, chroni warstwę ozonową oraz rośliny przed szkodliwym wzrostem promieniowania ultrafioletowego. Dzięki temu chroni zdolność roślin do wchłaniania i blokowania dwutlenku węgla z atmosfery, a tym samym powstrzymuje pogłębianie się zmian klimatycznych.

Dr Paul Young z Uniwersytetu Lancaster, główny autor badania stwierdził, że dalsze stosowanie CFC byłoby katastrofalne nie tylko dla zdrowia ludzi, ale też dla roślinności. „Chociaż możemy mieć nadzieję, że nigdy nie dotarlibyśmy do katastrofalnego świata, zgodnego z naszą symulacją, przypomina nam to o znaczeniu dalszej ochrony warstwy ozonowej” – stwierdził dr Young.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ