Francuski dekret zakazujący stosowania „terminologii branżowej tradycyjnie kojarzonej z mięsem i rybami do oznaczania produktów, które nie należą do świata zwierząt i które w istocie nie są porównywalne”, nie wejdzie w życie. Rada Stanu wyraziła poważne wątpliwości co do jego legalności i uznała zarzut dotyczący wprowadzania konsumentów w błąd za chybiony.
Zmiana stanowiska w sprawie spornego dekretu ma związek z wnioskiem złożonym przez organizację Protéines France, która argumentowała, że termin nałożony na producentów roślinnych zamienników mięsa w zakresie wprowadzania zmian w brandingu oraz marketingu jest niewystarczający. Branża roślinna przekonywała też, że tak krótkie ramy czasowe są niekorzystne dla konsumentów, którzy mogą się poczuć zdezorientowani, a także dla firm, które są przez to narażone na poważne straty.
Czytaj więcej
Francja stała się pierwszym krajem w Unii Europejskiej, który uległ presji mięsnego lobby i zakaz...
Jak donosi dziennik Le Monde, prawnik Protéines France, Guillaume Hannotin, potwierdził, że Rada Stanu zaakceptowała apel organizacji oparty na „niemożliwości wykluczenia produktów pochodzenia roślinnego z pola leksykalnego, które jest bliskie lub dalekie od mięsa”. Hannotin podkreślił, że w rzeczywistości niektóre terminy, przypisywane produktom mięsnym, mają zupełnie inne źródło. Jako przykład podał „Carpaccio”, tradycyjne danie z cienko pokrojonego, surowego mięsa, wywodzące się od nazwiska renesansowego malarza Vittore Carpaccio, który zasłynął niezwykłym wykorzystaniem białych i czerwonych odcieni w swojej twórczości.
Prawnik podkreślił, że mimo dotychczasowego zwycięstwa, organizacja będzie nadal uważnie obserwować działania związane z dekretem.