W październiku 2020 roku Parlament Europejski odrzucił poprawkę 165, czyli tzw. poprawkę Veggie Burger, zakazującą wykorzystywania terminów takich jak „kiełbasa”, „stek” czy „flaki” w odniesieniu do produktów pochodzenia roślinnego. Wysiłki przedstawicieli przemysłu mięsnego w tym zakresie jednak nie ustawały, choć powszechnie zdarzają się przykłady wykorzystywania nazw zarezerwowanych dla produktów roślinnych dla mięsa i nabiału, np. frytki z kurczaka czy hummus z indyka.

Obecnie Francja ogłosiła, że od października nielegalne będzie stosowanie nazw takich jak „parówki” czy „szynka” w odniesieniu do roślinnych alternatyw dla mięsnych produktów. Jedynym wyjątkiem pozostanie „burger”, który w świetle nowego prawa wciąż będzie mógł być roślinny.

Czytaj więcej

Amerykańscy żołnierze domagają się roślinnych posiłków

Dekret, zakazujący stosowania „terminologii branżowej tradycyjnie kojarzonej z mięsem i rybami do oznaczania produktów, które nie należą do świata zwierząt i które w istocie nie są porównywalne”, został poparty przez przedstawicieli przemysłu mięsnego, którzy twierdzą, że wyeliminuje dezorientację wśród konsumentów. Tymczasowo zakaz ma dotyczyć jedynie produktów lokalnych, co zostało skrytykowane przez lobby rolnicze Fédération Nationale des Syndicats d’Exploitants Agricoles, za pozostawienie otwartych drzwi dla importu.

Francja, podobnie jak Włochy, w największym stopniu zabiegała o wprowadzenie cenzury nazewnictwa roślinnych zamienników mięsa i nabiału. To największy producent wołowiny w Unii Europejskiej i siódmy na świecie. Z drugiej strony jednak, kuchnia roślinna cieszy się we Francji coraz większą popularnością, szacuje się, że ok. 5 proc. populacji stanowią weganie. Kraj może się również poszczycić wegańskimi restauracjami, którym przyznano prestiżowe gwiazdki Michelin.

Jak podkreśla Anna Spurek, COO zielonego think tanku Green REV Institute, świadomość społeczna w zakresie systemu żywności nieustannie rośnie.

„Marzy mi się moment Meat Truth – pokazania wszystkich dotacji, odszkodowań, subwencji, legislacji, czyli wsparcia publicznego: Komisji Europejskiej i państw dla sektora produkcji zwierzęcej. Kiedy zobaczymy ile dokładamy z własnej kieszeni do tego co szkodzi, zrozumiemy, że Meat Party czyli globalna nieformalna partia polityków i decydentek, która nie przeszkadza, pomaga produkcji zwierzęcej wraz z samym lobby zrobią wszystko, żeby utrzymać status quo. Status quo, które powoduje, że planeta płonie, zwierzęta umierają a ludzie chorują. Nazewnictwo to jeden z elementów bo przemysł do końca będzie bronił każdego puzzla z układanki #brokenfoodsystem." – uważa Spurek.

Czytaj więcej

Pomysł podwyższenia podatków na mięso w bogatych krajach