W ciągu ostatnich 50 lat liczba katastrof naturalnych wzrosła pięciokrotnie. Głównymi przyczynami są zmiana klimatu i działalność człowieka. Najnowsze raporty Światowej Organizacji Meteorologicznej oraz prace naukowe z całego świata wskazują, że zmiana klimatu i wielopoziomowe następstwa tego zjawiska będą w XXI wieku wpływać na każdy aspekt naszego życia. Dlatego z okazji przypadającego 13 października Międzynarodowego Dnia Ograniczania Skutków Katastrof warto pochylić się nad kondycją polskich miast, w których ryzyko katastrof związanych ze zmianą klimatu rośnie z roku na rok.

Według prognoz ONZ w 2050 roku 68 proc. ludności świata będzie mieszkać w miastach, czyli obszarach szczególnie podatnych na skutki zmiany klimatu. Zjawiska tj. miejska wyspa ciepła czy intensyfikacja opadów nawalnych, stają się cechą charakterystyczną dla zurbanizowanych terenów.

Czytaj więcej

Rosja truje rekordowo. Strach żyć w tych miastach

Dlaczego tak się dzieje? Żyjemy w wypełnionych betonem miastach, parkujemy na wybetonowanych parkingach, a nasze podwórka zamieniają się w wybrukowaną powierzchnię, która mimo iż wygląda estetycznie, sprzyja lokalnym podtopieniom. Wszystko to składa się na zjawisko potocznie określane mianem „betonozy”. To ciężka choroba miast, którą powinniśmy powstrzymać, ponieważ pozbawia mieszkańców drogocennej wody oraz cienia chroniącego przed wysokimi temperaturami latem.

Miasta w Polsce płoną

Ocieplenie klimatu cały czas postępuje, a temperatury w miastach rosną. Fale upałów stają się coraz bardziej uciążliwe dla ich mieszkańców, którzy w nagrzanych, pozbawionych zieleni przestrzeniach, wkrótce nie będą mogli normalnie funkcjonować. Miasta, mimo iż stanowią jedynie 3 proc. lądów na Ziemi, mieszczą połowę populacji dorzucając ogromną pulę emisji gazów cieplarnianych do atmosfery i szybko się ogrzewają (ze względu na duży udział betonu i asfaltu).

Eksperci z uczelni i instytucji naukowych przewidują, że po 2040 roku sześciokrotnie zwiększy się liczba 5-dniowych fal upałów. W efekcie mieszkańcy miast mogą zostać pozbawieni nocnego odpoczynku, co spowoduje dyskomfort i stworzy zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Z najnowszych opracowań PAN wynika, że wzrost śmiertelności w latach 2011-2040 w Warszawie wyniesie ok. 36 proc. ogólnej liczby zgonów dziennych (w trakcie fal upałów), a po 2040 roku, śmiertelność wzrośnie nawet ponad 225 proc. w odniesieniu do sytuacji obecnej.

Toniemy przez betonozę

Zmiany klimatu sprawiły, że coraz częściej mamy do czynienia z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, jak susze czy podtopienia. Ale klimat to jedno, a działania człowieka i „rewitalizacja” miast – to drugie. Mamy zabetonowane miasta, drogi, czy autostrady.

Jaki ma to wpływ na obieg wody? Bardzo duży. Wybetonowana powierzchnia, np. parkingu, czy podwórka zmniejsza zdolność retencji gleby. Podczas opadów deszczu woda, zamiast wsiąkać w podłoże, po prostu spływa – często do kanalizacji lub do rowów, które odprowadzają ją do rzek. Betonoza sprzyja więc nie tylko suszy, ale też podtopieniom, które pojawiają się na skutek gwałtownych opadów deszczu.

W ostatnim sezonie letnim odnotowaliśmy wiele powodzi m.in. w: Poznaniu, Szczecinie, Krakowie, Warszawie, Olsztynie, Rzeszowie i Lublinie. W Poznaniu, 22 czerwca, w ciągu 30 minut spadło prawie 60 mm wody, co stanowiło normę miesięczną opadu. W takich sytuacjach kanalizacja najczęściej nie nadąża z przyjmowaniem wody opadowej i wylewa się ze studzienek zalewając okoliczne drogi, domy i mieszkania.

Błękitno- zielona infrastruktura

Nadmierne uszczelnianie powierzchni poprzez ich betonowanie i asfaltowanie sprawia, że w wyścigu z naturą, człowiek zawsze będzie na przegranej pozycji. Rozwiązaniem jest tzw. błękitno-zielona infrastruktura. Pod tym pojęciem kryją się: naturalne zbiorniki retencyjne, odpowiednio zaprojektowane parki, ogrody deszczowe, zrewitalizowane cieki wodne, ażurowe powierzchnie parkingowe, a także rozmaite rozwiązania przydomowe umożliwiające tzw. małą retencję.

Warto pomyśleć o gromadzeniu deszczówki, np. w specjalnych zbiornikach czy oczkach wodnych. Taka woda może być później z powodzeniem wykorzystana do podlewania ogrodu lub też bezpośrednio go zasilać.

- Powierzchnia terenów i liczba osób narażonych na ryzyko katastrof z każdym rokiem rosną. Główną przyczyną jest wzrost populacji na obszarach narażonych na niebezpieczeństwo oraz rosnąca intensywność i częstotliwość zdarzeń pogodowych - wskazuje Grzegorz Walijewski, Rzecznik Prasowy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego.

- Jednym z kluczowych elementów poprawy bezpieczeństwa w miastach są systemy wczesnego ostrzegania i zarządzania katastrofami. Działania te spowodowały trzykrotne zmniejszenie liczby zgonów związanych z tzw. „extreme weather” – dodaje rzecznik IMGH-PIB.