Do obrywu doszło 9 września na lodowcu Gjertvassbreen. Nikt nie został ranny.

Gigantyczne osuwisko w Jotunheimen. „W Norwegii nigdy nie widziałem niczego zbliżonego”

Geolog Jostein Bakke z Uniwersytetu w Bergen wyjaśnił PAP mechanikę zdarzenia. Dolna część lodowca z czasem coraz słabiej podpierała górną. Jednocześnie rozmarzająca wieczna zmarzlina mogła sprawić, że pojawiła się pod nim woda, która zmniejszyła tarcie. – W końcu górna część lodowca runęła – stwierdził geolog.

Skalę obrywu w Jotunheimen opisał w NRK przewodnik górski Christian Nesset, który następnego dnia dotarł w rejon Gjertvassbreen. „W Norwegii nigdy nie widziałem niczego choćby zbliżonego do tego. Wygląda na to, że przy ocenie zagrożeń lawinowych będę musiał sięgnąć po zasady, które stosuje się podczas wypraw w Himalaje” – powiedział norweskim dziennikarzom Nesset.

Czytaj więcej

Rekord padł w Niemczech. Najwyższa wieża wiatrowa świata „stanowi przełom”

Alarm w Norwegii i echo himalajskiej tragedii. To samo tło: globalne ocieplenie

Jak ocenił w rozmowie z PAP geolog, mechanizm osuwiska był podobny do tego, który zadziałał podczas tragedii w Nepalu. Podkreślił, że tłem jest globalne ocieplenie.

Pod koniec sierpnia do podobnego zdarzenia doszło w Nepalu. Osunięcie skał i lodu z lodowca Langtang Lirung wywołało gwałtowną powódź. Zginęło ponad 1,4 tys. osób, a około 5,7 tys. nadal uznaje się za zaginione.

Bakke podkreślił, że przyczyny katastrofy w Nepalu były bardziej złożone niż w Norwegii. W Himalajach na topnienie lodowca i rozmarzanie zmarzliny nałożyły się wyjątkowo intensywne opady monsunowe. Nie można również wykluczyć wpływu katastrofalnego trzęsienia ziemi z 2015 r. – Jednak oba zdarzenia miały niewątpliwie to samo podstawowe tło: globalne ocieplenie. To ono sprawia, że strome obszary górskie i lodowcowe na całym świecie stają się bardziej podatne na tego rodzaju zdarzenia. Lód i zmarzlina są stale osłabiane przez rosnące temperatury – powiedział Bakke.