– Jesteśmy niewielkim krajem, który nie będzie w stanie rozwiązać kryzysu klimatycznego na własną rękę, zatem chcemy przyciągać studentów i badaczy zza granicy, żeby wzmocnić prowadzone u nas badania – mówiła w niedawnej rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Independent” minister nauki Norwegii, Sigrun Gjerlow Aasland.
Gabinet, w którego skład wchodzi Aasland, ogłosił latem ubiegłego roku pakiet nowych programów badawczych, adresowany do naukowców z całego świata. Objęły one m.in. monitorowanie i ocenę lodowej pokrywy bieguna, bioróżnorodność, energetykę wiatrową, gospodarkę obiegu zamkniętego, rozwiązania bateryjne, odporność klimatyczną.
Z perspektywy ponad pół roku, jakie minęło od tamtej pory, okazuje się, że do programów zgłosili się przede wszystkim badacze ze Stanów Zjednoczonych: na 27 zatrudnionych przy nim do tej pory osób, 23 to Amerykanie. Praktycznie wszyscy pochodzą z instytucji, które zostały zlikwidowane lub znacząco zredukowane przez administrację Donalda Trumpa.
Trump: Drenaż mózgów w amerykańskiej nauce
Amerykańskich „naukowych uchodźców” będzie przybywać – do tego stopnia, że część komentujących to zjawisko specjalistów mówi o „drenażu mózgów”. Według opublikowanej pod koniec stycznia 2026 roku na łamach magazynu „Science” analizy, do tej pory pracę w publicznych instytucjach badawczych straciło 10109 osób z tytułem minimum doktorskim. „Ten exodus to zaledwie 3 proc. z całej liczby 335 192 zwolnionych pracowników sektora publicznego, ale liczba ta reprezentuje też 14 proc. wszystkich doktorów z dziedziny nauki, technologii, inżynierii, matematyki czy zdrowia, którzy byli zatrudnieni w administracji na koniec 2024 r.” – piszą autorzy artykułu w „Science”.
Demolowanie krajobrazu amerykańskiej nauki zaczęło się od największych – i najbardziej denerwujących część politycznego i biznesowego zaplecza Białego Domu – instytucji. Do połowy ubiegłego roku kadrowa miotła dotarła m.in. do Agencji Ochrony Środowiska (EPA), Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) czy National Oceanic Atmospheric Administration (NOAA).
I być może był to dopiero początek. W grudniu 2025 roku Biały Dom ogłosił, że usytuowany w Kolorado ośrodek National Center for Atmospheric Research zostanie zlikwidowany – przez co należy też rozumieć, że jego pracownicy zostaną zwolnieni. Na początku 2026 roku, na marginesie targów o kształt budżetu USA na kolejny rok fiskalny, toczyła się też dyskusja o redukcji budżetów instytucji takich jak National Science Foundation, National Institutes of Health czy NASA, której najwyraźniej nie ratuje misja Artemis.
Europa zaprasza naukowców z USA
Zwalniani naukowcy nie znajdują się w beznadziejnej sytuacji, zresztą część tej grupy to osoby zwalniające się z rodzimych instytucji profilaktycznie – wiedząc, co je spotka wcześniej czy później, i mając inne „opcje”. Te opcje to z jednej strony instytucje naukowe prowadzone przez władze stanowe, które nie podzielają przekonania administracji federalnej o „wielkim klimatycznym przekręcie”, z drugiej – sektor prywatny. Mają one jednak swoje minusy: lokalne ośrodki naukowe mają znacznie mniejsze możliwości zatrudniania, niższe budżety, skromniej zakrojone programy badawcze. A sektor prywatny z kolei szuka specjalistów, których wiedzę dałoby się względnie szybko „zmonetyzować” – w dużej mierze np. w zakresie zielonej energii czy przemysłu bateryjnego.
Czytaj więcej
Rok 2025 przyniósł bezprecedensowy wzrost ilości ciepła zatrzymywanego przez Ziemię – wynika z najnowszego raportu klimatycznego ONZ. Eksperci ostr...
Dla wielu ekspertów, np. z zakresu klimatologii, badań oceanicznych, bioróżnorodności czy zdrowia, kluczowa jest opcja trzecia: migracja i szukanie możliwości zatrudnienia na świecie. Norwegia nie jest tu jedynym kierunkiem. W lutym magazyn „Time” opisywał program Austriackiej Akademii Nauk, z którego – do września 2025 r. – skorzystało 25 amerykańskich naukowców.
Własny program dla migrujących badaczy prowadzi niemieckie Max Planck Society. Francuzi ogłosili, że przeznaczają 100 mln euro na finansowanie programów badawczych, które mogliby prowadzić naukowcy z innych państw, czytaj: z USA. Na poziomie Unii Europejskiej prowadzony jest program „Choose Europe” z pięciokrotnie wyższym budżetem.
Amerykanie korzystają zatem z tych, rzucanych przez Europę (i nie tylko) kół ratunkowych. „Między styczniem i marcem 2025 r. amerykańscy naukowcy złożyli o 32 proc. więcej aplikacji o pracę za granicą niż w tym samym czasie w 2024 r.” – szacował magazyn „Nature”. Jest im też o tyle łatwiej, że światowa – w tym europejska – nauka przez kilka ostatnich dekad uzależniła się od danych, które dostarczały światu amerykańskie instytucje naukowe, m.in. z zakresu monitorowania stanu środowiska czy pokrywy lodowej biegunów. Po obu stronach Atlantyku środowiska naukowców pospiesznie zbierają i archiwizują dane, które mogą lada chwila zniknąć lub być niedostępne. Być może zatem szkody, jakie zostały wyrządzone amerykańskiej nauce, da się jeszcze zniwelować.