Mężczyźni napędzają zmiany klimatyczne znacznie bardziej niż kobiety: ich ślad węglowy jest o kilkadziesiąt proc. wyższy niż kobiet; przodują w konsumpcyjnej rozrzutności, zwłaszcza gdy chodzi o podróżowanie, użytkowanie środków transportu czy jedzenie mięsa; praktycznie zmonopolizowali stanowiska kierownicze w branżach, które najbardziej przyczyniają się do emisji CO2, od opartej na kopalinach energetyki po energożerną sztuczną inteligencję; znacznie chętniej przyjmują postawy obojętności wobec zmian klimatu, czy wręcz otwartego, żarliwego negacjonizmu – to tylko część wniosków z opracowania, które powstało na brytyjskiej uczelni.
Oczywiście, opracowanie zatytułowane „Men, masculinities and the planet at the end of (M)Anthropocene” – opublikowane w magazynie „Norma: International Journal for Masculinity Studies” – nie jest badaniem jednolitym, a raczej kompilacją istniejących już prac, które w mniejszej lub większej mierze obejmowały badaniami nad różnicami między płciami w podejściu do zmian klimatu. Połączone, nie tworzą one wprawdzie kompleksowego obrazka, ale dosyć jasno dowodzą, że przyczyny i przebieg procesu zmian klimatycznych mają „męską” proweniencję.
Mężczyźni z oblężonej twierdzy
Wśród wykorzystanych do tej kompilacji prac znajdują się choćby wyniki badania przeprowadzonego we Francji, z którego wynika, że udział mężczyzn w emisjach z transportu i żywności jest wyższy od udziału kobiet o 26 proc. Inne studium poświęcono zmaskulinizowanemu światu fińskich influencerów broniących mięsnej diety i szydzących z wegetarianizmu. Kolejne prace dotyczą m.in. środowiskowego wpływu polityki Chin na obszarze Pacyfiku czy negacjonizmu klimatycznego w Kanadzie.
Czytaj więcej
Komisja Europejska ma dokonać przeglądu systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 w lipcu i zaproponować zmiany. Według Krzysztofa Bolesty, wicemi...
W tych różnorodnych i bezpośrednio rzadko ze sobą korelujących badaniach Brytyjczycy odnaleźli wspólne wątki: znacznie wyższy niż u kobiet stopień obojętności na konsekwencje swoich działań dla klimatu, niechęć do angażowania się w proklimatyczne działania, opór przed zmianą przyzwyczajeń związanych z konsumpcją, większy krytycyzm wobec wartościujących terminów – jak choćby „sprawiedliwość klimatyczna”. Im dalej na północ, im bogatszy jest ankietowany – tym bardziej uzewnętrzniają się takie postawy.
I tym bardziej są one skorelowane z tym, co we współczesnej socjologii bywa określane mianem kultury patriarchatu czy mizoginii. Typowy klimatyczny szkodnik to mężczyzna przywiązany do postaw i poglądów określanych mianem „konserwatywnych”, rozciągających się na życie społeczne i prywatne, politykę i gospodarkę. Dosyć często też żyjący z poczuciem bycia w „oblężonej twierdzy” – męskości, tradycji, „chwalebnych” przyzwyczajeń.
Wątek pomijany w debacie
Opisywany wyżej artykuł nie przeczy, ale raczej uzupełnia inne próby wskazywania grup szczególnie przyczyniających się do zmian klimatu. Przykładem mogłaby być choćby ubiegłoroczna publikacja z magazynu „Nature Climate Change”, w której dosyć szczegółowo przypisano emisje grupom najbogatszych mieszkańców planety. Bazując na danych z 2020 r., kiedy to wzrost temperatur w stosunku do 1990 r. wyniósł 0,61 stopnia Celsjusza, autorzy publikacji przypisali 65 proc. tego wzrostu grupie 10 proc. najbogatszych mieszkańców Ziemi.
Czytaj więcej
Najnowsze dane wskazują na wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia jednego z najsilniejszych El Niño w historii pomiarów. Eksperci oceniają, że będz...
Grupę tę zdefiniowano jako osoby z dochodem przekraczającym w przybliżeniu 43 tys. euro rocznie. Oczywiście, im wyższe dochody, tym większe klimatyczne „brzemię”: 1 proc. najbogatszych (z dochodami powyżej 147 tys. euro rocznie) odpowiadał za 20 proc. emisji, zaś 0,1 proc. najbogatszych (dochody przekraczające 538 tys. euro rocznie) – za 8 proc. emisji.
O ile udział bogatych – choćby za sprawą konsumpcji na większą skalę, szerszych możliwości np. podróżowania czy wykorzystania energii – nie zaskakuje, o tyle patriarchalne spojrzenie na świat zdaje się tworzyć atmosferę akceptacji, w której to rozpasanie staje się wręcz postawą pożądaną. Sprzężenie takich czynników wymyka się ekspertom zajmującym się zmianami klimatycznymi. – Obecnie jest już wiele badań wyraźnie pokazujących negatywny wpływ niektórych męskich zachowań na środowisko i klimat. Uderzający jest fakt, że ten aspekt praktycznie nie jest poruszany w debatach i politykach związanych z budową zrównoważonego świata – skwitował prof. Jeff Hearn, socjolog odpowiadający za redakcję artykułu badaczy z Huddersfield.