Obszerna analiza przeprowadzona przez Carbon Brief wskazała na historycznie największych emitentów dwutlenku węgla w latach 1850-2021. Przy okazji zaktualizowano również wcześniejsze zestawienie z 2019 roku, uwzględniając nie tylko emisje pochodzące z paliw kopalnych czy produkcji cementu, ale również z użytkowania gruntów i leśnictwa. Nie uwzględniono przy tym jednak emisji np. metanu.

Czytaj więcej

Pesymistyczny raport ONZ. Emisje CO2 miały spadać, a rosną

Jak się okazuje, od 1850 roku wygenerowaliśmy około 2500 miliardów ton CO2, co oznacza, że zostało nam mniej niż 500 miliardów ton, aby utrzymać ocieplenie się klimatu poniżej 1,5°C. Szacuje się, że jeśli do końca 2021 roku wykorzystamy 86 proc. budżetu węglowego, będziemy mieć 50 proc. szans na osiągnięcie celu 1,5°C.

Na pierwszym miejscu zestawienia znalazły się Stany Zjednoczone, będące historycznie największym emitentem. Jak wynika z analizy, od 1850 roku wygenerowały 509 gigaton dwutlenku węgla, czyli około 20 proc. globalnych emisji. Miejsce Stanów w czołówce zestawienia skomentowała aktywistka klimatyczna Greta Thunberg, pisząc na Twitterze, że ​​„z pewnością nie przemawia to na ich korzyść jako „lidera klimatycznego””.

Na drugim miejscu znalazły się Chiny, odpowiedzialne za 11 proc. emisji na świecie, następnie Rosja (7 proc.), która do 2007 roku zajmowała drugie miejsce. Od lat 70. ubiegłego wieku emisje Chin zaczęły jednak gwałtownie rosnąć. Na czwartym miejscu znalazła się Brazylia (5 proc.), która do pierwszej dziesiątki trafiła głównie z uwagi na ogromne wylesianie. Następne miejsce należy do Indonezji, odpowiedzialnej za 4 proc. emisji globalnych. Niemcy i Wielka Brytania odpowiadają kolejno za 4 i 3 proc., choć nie wzięto pod uwagę emisji zagranicznych pod rządami kolonialnymi.

W niechlubnym zestawieniu znalazła się również Polska, która zajęła 17. miejsce. Według analizy, od 1850 roku z obecnego terytorium wygenerowano 28,1 mld ton CO2, w efekcie spalania paliw kopalnych.

Według raportu Carbon Brief około 85 proc. skumulowanych emisji w Stanach Zjednoczonych i Chinach pochodzi ze spalania paliw kopalnych, a 15 proc. z wylesiania. Z kolei w Brazylii i Indonezji tendencja jest odwrotna. Mimo, że Indonezja ograniczyła nieco wycinkę drzew, to brazylijski prezydent Jair Bolsonaro zdecydowanie przyłożył się do wzrostu wylesiania.