Kryzys klimatyczny jest także społecznym, zarówno z perspektywy przyczyn, jak i konsekwencji. Po pierwsze, został zapoczątkowany oraz stale postępuje za sprawą ludzi. Konkretnych nawet, czyli tego małego odsetka społeczeństwa, który czerpie największe korzyści z obecnego systemu. Pierwsze dowody nt. antropogeniczności zmian klimatu pojawiły się ponad 30 lat temu, więc mieliśmy jeszcze dużo czasu, by uniknąć najgorszego. Tak się jednak nie stało, działania proklimatyczne są bowiem w kontrze do maksymalizacji zysków przez wielkie korporacje oraz rządy eksploatujące paliwa kopalne, niejedokrotnie łamiące przy okazji prawa czlowieka. To ostatnie zjawisko dotyczy przede wszystkim krajów Globalnego Południa, bogatych w zasoby naturalne eksploatowane przez kraje Globalnej Północy. Sprawiedliwość klimatyczna, czyli ambitne działania klimatyczne połączone z dążeniem do sprawiedliwości społecznej była, jest i będzie sprzeczna z celami światowych elit. Po drugie, kryzys klimatyczny najmocniej dotyka tych, którzy i tak są już w najcięższym położeniu społeczno-ekonomicznym, spychane na margines przez obecny system.

"Kryzys klimatyczny jest kryzysem nierówności, ponieważ społeczności, które są najbardziej dotknięte, nie są najbardziej odpowiedzialne za tę sytuację kryzysową. Kiedy zmiany warunków klimatycznych i środowiskowych uderzają w społeczności, dotykają one lokalne populacje, pogłębiając wszelkie nierówności społeczne i ekonomiczne, takie jak przemoc seksualna, nierówność klasowa, dyskryminacja rasowa i przymusowa migracja. Kryzys klimatyczny jest kwestią praw człowieka, dlatego nie będziemy mieć sprawiedliwości klimatycznej, dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany w sposób intersekcjonalny. I to jest coś, czego większość rządów wciąż nie dostrzega" - mówi Maria Reyes, aktywistka z Meksyku.

Historia, udokumentowana, powinna również odgrywać kluczową rolę w przyszłych negocjacjach klimatycznych, dotyka bowiem sedna niesprawiedliwości. USA są odpowiedzialne za 25 proc. światowej emisji CO2, Unia Europejska (wliczając Wielką Brytanię) za 22 proc., a Chiny za 12,7. I to oni są w największym stopniu odpowiedzialni za obecny kryzys. Dwutlenek węgla, który zostanie raz wypuszczony do atmosfery zostaje tam od 300 do 1000 lat. Kraje Globalnej Północy, będące największymi emitentami, zmieniają więc atmosferę wszystkim, doprowadzając tym samym do zmian klimatycznych odczuwalnych na całej planecie. A te będą przez dziesięciolecia wpływać na życie każdego mieszkańca Ziemi, w szczególności społeczności najbardziej dziś marginalizowanych.

Tymczasem, to właśnie kraje Globalnego Południa, które w największym stopniu odczuwają skutki już wyemitowanych gazów cieplarnianych – mimo, że odpowiadają tylko za znikomy procent emisji - pchają negocjacje klimatyczne do przodu. To dzięki nim jednym z głównych załóżeń porozumienia paryskiego stało się dążenie do celu 1.5 °C a nie 2 stopnie, jeśli chodzi o wzrost temperatury na świecie. To dzięki nim powstają kolejne mechanizmy finansowe uwzględniające czynnik już wyrządzonych strat i szkód; to dzięki nim adresuje się społeczny i historyczny wymiar tego kryzysu oraz dąży nie tylko do osiągnięcia świata bez zmian klimatu, ale też takiego bez niesprawiedliwości społecznych i dyskryminacji. Apelują o ambitniejsze cele, zgodne z najnowszymi naukowymi wytycznymi. Dlaczego? Bo to dla nich ostatnia szansa na przetrwanie. Domagają się więc sprawiedliwości klimatycznej, ponieważ na własnej skórze doświadczyli wszelkich innych niesprawiedliwości. Dość przypomnieć kolonializm.

„Żyjemy na małej wyspie na południowo-zachodnim Oceanie Indyjskim, którą niszczy kapitalizm. Kapitalizm [i konsumpcjonizm] powoli zabija nas wszystkich. Mauritius jest jednym z ostatnich ziem skolonizowanych przez człowieka, ale jest jednym z najbardziej zdegradowanych miejsc na planecie. Jako małe rozwijające się państwo wyspiarskie (SIDS) zaledwie przyczyniamy się do kryzysu klimatycznego, ale przeżywamy go (od podniesienia się poziomu morza po susze) obok wyspy Reunion, Rodrigues i Madagaskaru. Musimy zacząć zdawać sobie sprawę, że stoimy w obliczu największego kryzysu na świecie, że jesteśmy w trakcie masowego wymierania. Bez względu na to, jakie podejmiemy działania na rzecz klimatu lub jakie zastosujemy środki adaptacyjne, one nigdy nie będą wystarczające, chyba że kraje północne przestaną emitować. Dajmy pierwszeństwo „środowisku nad gospodarką” i „ludziom nad zyskiem”. Drogie korporacje i rządy, przestańcie bawić się naszą przyszłością i podejmijcie działania TERAZ!” – pisze grupa lokalna z Fridays For Future Mauritius.

Kryzys klimatyczny ma ludzką twarz. Sprowadzając go wyłącznie do liczb, danych i statystyk odzieramy go z tego wymiaru. Nie jesteśmy wtedy w porządku wobec osób, które już cierpią z powodu skutków tej katastrofy. Ludzi, dla których świat cieplejszy o 1 lub 2 stopnie Celsjusza jest piekłem. Ludzi, którzy powinni prowadzić nas w procesie zmiany systemowej i adaptacji do zmian klimatu. Wiedzą o tym najwięcej, doświadczając na własnej skórze niesprawiedliwości obecnego systemu.

Jako globalny ruch solidaryzujemy się ze społecznościami, które są najbardziej narażone na skutki kryzysu klimatycznego. Jako aktywistki i aktywiści ze społeczności, które są mniej dotknięte skutkami tego kryzysu, będziemy częściej dawać przestrzeń osobom, których potrzeby nie są wysłuchiwane przez decydentów. To dzięki nim właśnie szczyty klimatyczne, takie jak nadchodzący COP26 w Glasgow, kończą się ambitniejszymi celami. Koniec końców wszystkie i wszyscy jesteśmy niewolnikami obecnego systemu opartego na dyskryminacji, nienawiści wobec ludzi i planety. Zatem, dopóki wszyscy się nie uwolnimy od tego sposobu myślenia, tego systemu, nikt nie będzie wolny.

Maya Ozbayoglu, aktywistka Fridays For Future