Powodem tego zaskakującego, z uwagi na nadzieje pokładane w konferencji klimatycznej, apelu jest walka z wykluczeniem delegatów z krajów szczególnie dotkniętych pandemią COVID-19. Ekolodzy podkreślają, że „niemożliwe” jest prowadzenie rozmów w sposób, który pozwoliłby wszystkim na bezpieczny udział, gdy dostęp do szczepionek jest nierówny. Zaznaczają również, że delegaci z biedniejszych krajów mogą mierzyć się z trudnościami w uzyskaniu lotów łączonych do Europy oraz borykać z problemami natury finansowej. Tymczasem organizatorzy nie przewidzieli wsparcia finansowego dla delegatów, którzy przed konferencją będą zobligowani do poddania się kwarantannie.

„Na dwa miesiące przed nami oczywiste jest, że bezpieczna, integracyjna i sprawiedliwa globalna konferencja klimatyczna jest niemożliwa, biorąc pod uwagę brak wsparcia dostępu do szczepionek dla milionów ludzi w biednych krajach, rosnące koszty podróży i zakwaterowania oraz niepewność w trakcie pandemii COVID-19” – napisano w oświadczeniu.

Jednocześnie grupa oświadczyła, że wezwanie do przełożenia konferencji, nie jest tożsame z odwodzeniem od działań na rzecz klimatu. Rachel Cleetus, dyrektor ds. polityki klimatycznej i energetycznej w Union of Concerned Scientists, stwierdziła, że apel wynika z troski o najsłabszych. „Chcemy działania w sprawie kryzysu klimatycznego. Po prostu nie możemy z czystym sumieniem naciskać na osobiste, duże zgromadzenie jako jedyną drogę do celu”- stwierdziła Cleetus.

Oczekuje się, że na listopadowym spotkaniu w Glasgow kraje zwiększą swoje zobowiązania do ograniczenia emisji dwutlenku węgla i doprecyzują szczegóły dotyczące tego, kto powinien płacić, aby pomóc krajom rozwijającym się w przejściu na czystą energię i przystosowaniu się do coraz bardziej niebezpiecznego klimatu.

Wezwanie CAN nie spotkało się ze zrozumieniem części uczestników. Carlos Fuller, główny negocjator ds. klimatu Stowarzyszenia Małych Państw Wyspiarskich, grupy krajów wyspiarskich szczególnie narażonych na podnoszenie się poziomu mórz, oświadczył, że konferencją musi się odbyć.

„Mamy teraz tylko osiem lat, aby uzyskać [wkład ustalony na poziomie krajowym] na ścieżce 1,5°C” – powiedział, odnosząc się do zobowiązań poszczególnych krajów do redukcji emisji gazów cieplarnianych. „Zmarnowaliśmy teraz 1,75 roku. Jeśli konferencja się teraz nie odbędzie, stracimy kolejny rok – to skróci nasz czas do siedmiu lat”.

Z tym stanowiskiem zgadza się Forum Wrażliwych na Klimat (Climate Vulnerable Forum), które twierdzi, że wydarzenie jest krytyczne i nie może zostać odsunięte w czasie. Grupa reprezentuje około 1,2 miliarda ludzi z Afryki, Azji, Karaibów, Ameryki Łacińskiej i Pacyfiku. Grupa odegrała kluczową rolę w skłonieniu reszty świata do zaakceptowania idei utrzymania wzrostu globalnych temperatur poniżej 1,5°C w tym stuleciu, co zostało włączone do porozumienia paryskiego z 2015 roku.

Poparcie dla apelu CAN wyraził natomiast Giza Gaspar-Martins, dyplomata klimatyczny z Angoli, kraju czerwonej strefy.

„Dalsze przekładanie [szczytu klimatycznego] jest niepotrzebne” – stwierdził. „Istnieją ważne sprawy, które należy posortować. Delegacje nie muszą być duże, a imprezy towarzyszące można znacznie ograniczyć. Wielka Brytania musi wprowadzić niezbędne zmiany, aby umożliwić włączenie społeczne” – podkreślił Gaspar-Martins.