Naprawa samolotu podczas lotu

Rozpoczynająca się transfromacja energetyczna odbędzie się gigantycznym kosztem, za to korzyści z niej będą dla zwykłego konsumenta zapewne mało zauważalne.

Publikacja: 28.03.2024 21:00

Rozbudowa potencjału OZE jest tą częścią procesu transformacji energetycznej, która w Polsce zachodz

Rozbudowa potencjału OZE jest tą częścią procesu transformacji energetycznej, która w Polsce zachodzi najszybciej

Foto: AdobeStock

62,3 stopnia Celsjusza – takiej temperatury mieli doświadczyć mieszkańcy Rio de Janeiro podczas marcowej fali upałów, która przetacza się właśnie przez obie Ameryki. Owszem, technicznie rzecz biorąc, na termometrach widniała temperatura 42 stopni Celsjusza – ale za sprawą wilgotności powietrza przebywający w mieście ludzie odczuwali ją jako znacznie wyższą.

To pogodowe ekstremum wpisuje się w trend ostatnich kilkunastu miesięcy. W tym okresie naukowcy praktycznie co kilka tygodni opatrywali wyniki pomiarów adnotacją: „najcieplejszy w historii pomiarów”.

Ucichła już dyskusja na temat udziału człowieka w tych zmianach. Trudno dziś o renomowany ośrodek czy nawet pojedynczych badaczy, którzy nie wiązaliby zawirowań klimatycznych z podgrzewaniem ziemskiej atmosfery przez działalność ludzi. A wśród nich największe znaczenie zdaje się mieć energetyka: jej udział bywa rozmaicie szacowany w zależności od metodologii badań, ale sięga nawet blisko 80 proc. światowych emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych.

„Związane z energetyką globalne emisje CO2 wzrosły w 2023 r. o 1,1 proc.” – piszą analitycy Międzynardowej Agencji Energii w opublikowanym na początku marca dorocznym raporcie na ten temat. – „W stosunku do poprzedniego roku wzrosły o 410 mln ton, dobijając rekordowego poziomu 37,4 mld ton” – dodają. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że całkowity poziom globalnych emisji (z wszystkich branż) sięga 50 mld ton, widzimy, jak wielkie znaczenie ma w nim – korzystająca głównie z paliw kopalnych – energetyka.

Gigantyczny rachunek

„Zmiana naszych źródeł energii z węgla, ropy i gazu na odnawialne źródła energii, jak energia solarna czy wiatrowa, jest konieczna, by ustabilizować nasz klimat” – podsumowuje lapidarnie jedna z globalnych firm, zajmujących się pilotowaniem procesów transformacji energetycznej, Carbon Trade.

Łatwo powiedzieć, znacznie trudniej zrobić. Kolejne publikowane szacunki kosztów całego procesu wydają się coraz bardziej rosnąć – choćby z uwagi na to, że coraz więcej wiemy o skali wszystkich potrzebnych zmian. W opublikowanej w lutym analizie francuskiego ośrodka Institut Rousseau pada astronomiczna kwota 40 bilionów, jakie UE powinna wydać, by zdekarbonizować unijną gospodarkę w zakładanej perspektywie 2050 r. To o 10 bln więcej niż w większości z zakładanych wcześniej scenariuszy, ale francuscy eksperci podkreślają, że uwzględnili w swoich obliczeniach szeroko ujęte koszty zarówno w budżetach krajowych, jak i w sektorze prywatnym.

Polska znalazła się w siódemce najważniejszych w UE państw, które francuscy eksperci potraktowali ze szczególną uwagą. Jak twierdzą, koszty transformacji energetycznej nad Wisłą sięgną 2,4 bln euro (przy obecnej kondycji złotówki ponad 10 bln złotych), jeśli będziemy chcieli uzyskać neutralność klimatyczną do 2050 r. Oczywiście, koszty utrzymania obecnego status quo byłyby równie potężne, ale wciąż mniejsze niż stojące przed nami finansowe wyzwanie. Poza tym możemy też chwytać się bardziej optymistycznych wersji szacunków, zakładających, że Polska będzie musiała wysupłać np. „tylko” 1,4 bln złotych. Ale cała „transformacja energetyczna” to próba wprowadzania zmian w mechanizmie, który cały czas musi w pełni sprawnie funkcjonować. Pod tym względem przypomina to naprawę samolotu w locie – bez możliwości wylądowania i wymiany części w hangarze.

To karkołomne, ale konieczne. W polskich realiach oznacza to przede wszystkim zerwanie z węglem, a w nieco dłuższej perspektywie również z gazem. W najprostszym ujęciu oznacza to przede wszystkim zastąpienie pracujących dziś elektrowni węglowych (i, w mniejszym stopniu, gazowych) energetyką atomową, która będzie uzupełniać i stabilizować rozproszony system generacji energii poprzez OZE: fotowoltaikę i wiatraki. O ironio, rozbudowa potencjału OZE idzie w Polsce stosunkowo najszybciej: inwestorzy dostrzegli olbrzymie szanse w tworzeniu takich źródeł energii.

Nowe stare strategie

Tyle że to, niestety, dopiero początek. OZE pracują, gdy świeci słońce czy wieje wiatr, więc nie da się precyzyjnie zaplanować ich produkcji, co oznacza brak stabilności. Stabilizatorem ma być elektrownia (czy elektrownie) atomowa oraz sieć lokalnych magazynów energii, które mogłyby niczym akumulator gromadzić wyprodukowaną energię. Ale start energetyki nuklearnej nad Wisłą nie nastąpi wcześniej jak w połowie kolejnej dekady, a rozbudowa systemu magazynów energii jest u nas – z rozmaitych powodów – w powijakach.

Co gorsza, na tym nie koniec. Dotychczas funkcjonujący w Polsce system energetyczny był de facto systemem scentralizowanym: opierał się na istnieniu kilkudziesięciu dużych ośrodków (elektrowni), które lokalnie zaopatrywały w energię wielkie połacie kraju. System oparty na OZE będzie systemem rozproszonym: źródeł energii będziemy mieli, ba, dziesiątki tysięcy – albo i setki, gdy uwzględnić prosumenckie instalacje, które przecież produkują również na potrzeby całego systemu. To oznacza przebudowę sieci energetycznych – przesyłu, ale przede wszystkim dystrybucji – na gigantyczną skalę.

Poza tym polski system energetyczny to przecież nie tylko generacja energii elektrycznej, ale też energii cieplnej. A polskie ciepłownictwo obiema nogami stoi na węglu: transformacja tej części sektora energetycznego właściwie nawet się nie zaczęła. Po trochu dlatego, że znacznie mniejsze od wielkich elektrowni zakłady ciepłownicze nie są tak atrakcyjnym obiektem dyskusji, ale też dlatego, że – w przeciwieństwie do elektrowni – inna bywa tu struktura właścicieli, inne są wzywania technologiczne, prawne itd.

Już kilka lat temu sformułowano kluczowe dla naszej energetyki dokumenty, jak Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. (PEP2040) czy „Krajowy plan w dziedzinie energii i klimatu do 2030 r.” (KPEiK). Niewątpliwie stanowiły one bazę dla działań w zakresie transformacji klimatycznej, a zarazem eksperci miewali do nich zastrzeżenia. Oba dokumenty jeszcze w tym roku doczekają się aktualizacji, która – miejmy nadzieję – nada procesowi transformacji nowego impetu.

– PEP2040 zakładała, że gaz to paliwo przejściowe (transformacji – przyp. red.). To była ścieżka donikąd, ponieważ gaz jest w znacznej części paliwem importowanym i widzieliśmy w czasie kryzysu, jak ceny gazu wzrosły, a uzależnienie od gazu nie jest naszym celem – podkreślała m.in. w zeszłym tygodniu wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska.

Między młotem a kowadłem

Transformację energetyczną wymusza jednak wiele innych czynników. Architekci tego procesu muszą zmierzyć się z faktem, że prognozowane zużycie energii w Polsce, tak elektrycznej, jak i cieplnej, będzie systematycznie rosło – tak jak było to zresztą w ostatnich latach. Tym potrzebom energetycznym będzie trzeba sprostać, godząc wymianę źródeł energii ze zwiększaniem potencjału generacji.

Proces będzie się odbywać w warunkach silnej presji na „wymianę” niż „zwiększanie”: UE na wielu płaszczyznach zmierza do przyspieszenia transformacji. Wiąże się to choćby z rozszerzaniem systemu pozwoleń na emisje (EU ETS), który ma wkrótce objąć np. budownictwo. Konieczność ich zakupu miała być czynnikiem zachęcającym firmy energetyczne do odchodzenia od kopalin na rzecz czystej energii, ale w warunkach niedoinwestowania – a to przypadek choćby wspomnianego polskiego ciepłownictwa – przekłada się bardziej na wzrost kosztów produkcji energii niż modernizację rynku. To jeszcze jedna z pułapek kryjących się na drodze do neutralności klimatycznej.

O ile europejska polityka klimatyczna jest kowadłem, o tyle oczekiwania konsumentów energii można opisać jako młot: skok cen energii w ostatnich latach niewątpliwie dał nam wszystkim w skórę. O ironio, zwyżki cen wiązały się z zawirowaniami na rynkach paliw kopalnych, a OZE w tym zakresie stały się atrakcyjną cenowo alternatywą. Ale rozbudowa zielonych źródeł tak, by mogły rzeczywiście służyć przeciętnemu Polakowi, wymaga wspomnianej wyżej modernizacji całego otoczenia infrastrukturalnego, a w przypadku wielkich koncernów może rodzić pokusę wrzucania w rachunek kosztów rozbudowy mocy wytwórczych, co oznaczałoby z kolei niewielkie zmiany w rachunkach, a co za tym idzie, niewielki wpływ na portfel przeciętnego Kowalskiego – i niewielkie społeczne poparcie dla procesu transformacji.

Trzymając się zatem metafory o samolocie naprawianym w trakcie lotu, musimy tu pamiętać o jednym: mamy do czynienia z maszyną, która bez tej naprawy może się tylko rozbić, a nie bezpiecznie wylądować.

Opinia partnera Cyklu „Rzeczpospolitej” - Fortum

Przed nami kluczowy rok w polskiej energetyce

Arkadiusz Kosiel, dyrektor ds. Regulacyjnych Fortum.

Arkadiusz Kosiel, dyrektor ds. Regulacyjnych Fortum.

materiały prasowe

Arkadiusz Kosiel, dyrektor ds. Regulacyjnych Fortum:

Dyskusja, czym zastąpić paliwa kopalne, biorąc pod uwagę nie tylko ich koszty ekonomiczne i środowiskowe, ale także aspekty związane z bezpieczeństwem energetycznym, staje się powszechna.

Polska energetyka Anno Domini 2024 to rok wielkich wyzwań: jeszcze pracujemy nad aktualizacją „Polityki energetycznej do 2040 r.” i innymi kluczowymi dokumentami KPEiK, a już spływają kolejne uszczegółowienia strategicznych regulacji energetycznych z poziomu UE. Na horyzoncie są zeroemisyjne budynki, zakaz ogrzewania samymi paliwami kopalnymi i koniec subsydiowania kotłów na węgiel czy gaz w jednostkach mieszkalnych.

W tej sytuacji polska energetyka, a szczególnie ciepłownictwo, potrzebuje nie tylko pomysłów, ale także determinacji i wsparcia finansowego. Mamy tylko kilka lat, żeby podołać wielkim inwestycjom infrastrukturalnym związanym z budową odpowiedniego miksu wytwórczo-magazynowego, który musi być zdolny pokryć rosnące zapotrzebowanie na energię i moc, ale też sprostać rozbudowie odpowiednich zasobów sieciowych pozwalających przesłać i dostarczyć wymaganą ilość energii.

Jak stworzyć perspektywy dla rozwoju energetyki i ciepłownictwa?

Na chwilę odłóżmy na bok presję na dekarbonizację wynikającą z wrażliwości środowiskowej czy troski o zdrowie publiczne. Spójrzmy na ilość wycofywanych jednostek w następnych dziesięciu latach (20 GW), rosnące ceny paliw, które przecież nie są nieskończone, i pieniądze, które mogłyby pozostać w polskiej gospodarce, gdybyśmy nie importowali surowców energetycznych, a bazowali na lokalnym wytwórstwie. Z tej perspektywy transformacja energetyczna wydaje się po prostu koniecznością.

Aby transformacja była możliwa, trzeba wprowadzić krótkie i szybkie procesy legislacyjne, które ułatwiają posadowienie infrastruktury energetycznej: przesyłowej i produkcyjnej, ale niezbędne jest również wprowadzenie efektywnego i transparentnego systemu zachęt, w szczególności finansowych, dla uczestników rynku, w tym inwestorów i prosumentów.

Skupmy się więc na konkretnych rozwiązaniach, takich jak te wykorzystujące paliwa alternatywne, wielkoformatowe pompy ciepła, odzyskiwanie ciepła odpadowego czy wykorzystanie biogazu lub biooleju. Inwestycje w niektóre z nich (m.in. kotły RDF i kotły na biomasę) stały się tak drogie, że koszty tych instalacji kanibalizują korzyści, sprawiając, że przestają być opłacalne. Pozostałe wymienione rozwiązania wciąż mogą być zarówno opłacalne, jak i stabilne oraz zielone.

Naszym zdaniem kierunkiem transformacji jest dekarbonizacja, dywersyfikacja i digitalizacja energetyki.

Głównym celem dekarbonizacji ciepłownictwa jest jego elektryfikacja, która zapewni niższe koszty inwestycji oraz bezemisyjność. Do realizacji tego celu warunkiem koniecznym jest dostęp do zielonej i taniej energii elektrycznej, a warunkiem wspierającym jest lokalne bilansowanie, które pozwoli na zmniejszenie nakładów na modernizację sieci przesyłowych i dystrybucyjnych.

Do skutecznej transformacji energetyki niezbędna jest też digitalizacja i zastosowanie inteligentnych rozwiązań, które pozwolą na zmniejszenie zużycia i poprawę efektywności, zarówno u przedsiębiorstw energetycznych, jak i odbiorców. Korzystajmy ze zdywersyfikowanych technologii i źródeł energii, zwiększając udział stabilnych odnawialnych źródeł energii i rezygnując z importu paliw kopalnych do UE.

Dziś polskie prawo energetyczne nie przewiduje zmian technologii i procesów, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilku lat. Dlatego zaangażujmy firmy, które znają rynek jak własną kieszeń, do aktywnego udziału w wypracowywaniu nowoczesnych rozwiązań legislacyjnych. Zastanówmy się również, czy wciąż efektywny jest sztywno regulowany model rynku ciepła.

Opinia partnera Cyklu „Rzeczpospolitej” - Fortum

Zielone technologie
Kolos na pustyni. Dubaj pokazał, jak może wyglądać przyszłość produkcji żywności
Zielone technologie
Spalarnie mają swoje miejsce na rynku
Zielone technologie
Naukowcy opracowali nową metodę wychwytywania CO2. Ma być tania
Zielone technologie
UE stawia na zielony przemysł. Kluczowy element „Zielonego Ładu”
Zielone technologie
UNEP: potrzebujemy więcej inwestycji w działania przyjazne środowisku