Uchwalone jeszcze w 2019 roku prawo podyktowane było troską o środowisko – cały kraj rocznie generuje 6 tysięcy ton plastikowych odpadów. Stolica Meksyku produkuje dziennie ok. 13 tysięcy ton śmieci i ponad 7 milionów ton plastiku rocznie – z czego większość, choć nadaje się do recyclingu, nie jest przetwarzana.

Czytaj też: 2021 to rok walki z plastikiem. Biznes szykuje się na zmiany

Meksyk, niegdyś lider klimatyczny, który swój plan działań na rzecz klimatu przedstawił jeszcze przed porozumieniem paryskim, dzisiaj zmaga się z szeregiem problemów środowiskowych. Wbrew globalnej tendencji odchodzenia od paliw kopalnych, Meksyk chce reaktywować elektrownie węglowe i inwestować w węgiel i ropę naftową. Adrián Fernández Bremauntz, dyrektor organizacji ekologicznej Iniciativa Climática de México, uważa, że „żaden inny kraj należący do G20 nie ma tak wstecznej i absurdalnej polityki energetycznej”, jak Meksyk.

Zakaz stosowania jednorazowych produktów z plastiku jest więc dobrym krokiem w kierunku powrotu do bardziej ekologicznej polityki klimatycznej, ale pociąga za sobą konsekwencje społeczne, którego miasto najwyraźniej nie przewidziało. Z półek sklepowych, oprócz baloników, plastikowych sztućców czy mieszadełek do napojów, zniknęły bowiem również tampony z plastikowymi aplikatorami.

Mimo, że dostępne są wciąż bardziej ekologiczne środki higieny osobistej, to jednak różnią się zdecydowanie ceną od wycofywanych z obrotu. Organiczne tampony czy silikonowe kubeczki menstruacyjne są dużo droższe – i sporej części kobiet w Meksyku zwyczajnie na nie nie stać. Przyjazny dla środowiska zakaz może więc prowadzić do pogłębiania się zjawiska ubóstwa menstruacyjnego, obecnego również w Meksyku, gdzie ok. 40% populacji żyje w biedzie. Spora część dziewcząt opuszcza więc zajęcia szkolne w trakcie menstruacji, z powodu braku dostępu do najtańszych nawet tamponów czy podpasek

Aktywistka menstruacyjna Sally Santiago skrytykowała działania rządu, mówiąc, że choć wycofanie plastiku jest oparte na właściwych intencjach i z założenia ma chronić środowisko, to niestety, uderza w kobiety. Meksykańska ministra środowiska Marina Robles odniosła się do problemu bardzo ogólnie, mówiąc, że dialog z kobietami na temat nowego prawa powinien pozostać otwarty i wskazując organiczne alternatywy. Sęk w tym, że to nie ich dostępność stanowi problem, a spora różnica w cenie, a zatem wolność wyboru w tym wypadku pozostaje pozorna.

Anahi Rodriguez, rzeczniczka organizacji Menstruacion Digna Mexico uważa, że rząd powinien był się upewnić, że na rynku dostępne są ekologiczne produkty w przystępnej cenie, zanim wycofał tampony z plastikowymi aplikatorami. Niewątpliwie zakaz plastiku jest słuszną decyzją, ale jego wdrażanie w Meksyku pozostawia wiele do życzenia. Ochrona środowiska powinna być priorytetem, ale nie może oznaczać faktycznego ograniczenia dostępu do towaru pierwszej potrzeby dla połowy społeczeństwa.