Dobiega końca najgorętszy rok w historii pomiarów

W minionych miesiącach padły kolejne globalne rekordy temperatur. Statystykę podbiła wyjątkowo ciepła jesień.

Publikacja: 29.11.2023 18:00

Fale rekordowych upałów zwiększyły liczbę gwałtownych pożarów, jak te, które spustoszyły Maui

Fale rekordowych upałów zwiększyły liczbę gwałtownych pożarów, jak te, które spustoszyły Maui

Foto: AFP

Choć do końca roku wciąż pozostało kilka tygodni, klimatolodzy mają już właściwie pewność, że 2023 rok trzeba będzie uznać za najgorętszy w historii – a przynajmniej w historii pomiarów globalnych temperatur. Przeważył październik: o 0,4 stopnia Celsjusza cieplejszy niż październik 2019 r., dotychczasowy rekordzista, gdy chodzi o te jesienne miesiące. Niewiele zapowiada, żeby listopad i grudzień miały przynieść jakieś zmiany: listopad wpisze się prawdopodobnie w rekordowy trend, a i grudzień nie przyniesie nam jakichś ekstremalnych mrozów, które zniwelowałyby wcześniejsze wyniki.

A te wywołują gęsią skórkę. Największe emocje wywołał lipiec, który był najgorętszym miesiącem w historii – nie w porównaniu ze swoimi odpowiednikami z poprzednich lat, ale na tle wszystkich prowadzonych badań. Niektórzy badacze powtarzają, że był to najcieplejszy miesiąc od 120 tysięcy lat! Przebity został wówczas próg 17 stopni Celsjusza (średnia dla całej planety): 6 lipca globalna średnia wyniosła 17,08 st. C.

Ale gdybyśmy spojrzeli na krzywą pomiarów, szybko zauważylibyśmy, że tegoroczna średnia zaczęła odstawać od reszty już na przełomie maja i czerwca. I tendencja ta przeciągnęła się na jesień: wrzesień był cieplejszy od poprzedniego rekordowego września o 0,5 st. C (a więc bardziej nawet niż w przypadku października, choć wówczas nie przesądzało to o całkowitym rekordzie 2023 r.). I jakby złych wieści było mało, październik wyznaczył jeszcze jeden przełomowy rekord: globalna temperatura była w minionych, październikowych tygodniach o 1,7 st. C wyższa niż średnia z epoki przedprzemysłowej (punktem odniesienia jest tu średnia z lat 1850–1900). Po raz pierwszy ta „nadwyżka” przekroczyła próg 1,5 st. Celsjusza – symboliczną granicę, za którą zmiany klimatu zaczną napędzać procesy ocieplenia, których siłami ludzkości nie da się powstrzymać. Na kilka tygodni przed końcem roku średnia dla całego 2023 r. wynosi 1,43 st. C więcej niż w latach 1850–1900.

W sierpniu w Iranie indeks ciepła – wskaźnik wyliczany w oparciu o temperaturę w cieniu i wilgotność powietrza, dzięki czemu bliższy jest realnej percepcji organizmu – sięgnął na południu tego kraju, w okolicach Zatoki Perskiej, poziomu 70 stopni Celsjusza (czyli termometry pokazywały niższy odczyt, ale realnie osoby przebywające na „świeżym powietrzu” miały poczucie wylądowania w ukropie).

Straty wywołane kataklizmami klimatycznymi sięgają średnio 143 mld dolarów rocznie, z czego blisko d

Straty wywołane kataklizmami klimatycznymi sięgają średnio 143 mld dolarów rocznie, z czego blisko dwie trzecie to straty wynikające ze śmierci ludzi

Marten SILVA/AFP

W krajach zachodnich najmocniej odczuli to chyba Włosi, którzy doświadczyli tego lata temperatur o trzy stopnie wyższych niż zwykle. Ale skoki ponad średnią były też odczuwalne w – zazwyczaj przecież całkiem chłodnej – Wielkiej Brytanii, a nawet w Polsce. Nad Wisłą tegoroczne lato było o tyle znośne, że wyższe temperatury rozłożyły się w miarę równomiernie, bez gwałtownych fal upałów i ochłodzeń. Co nie znaczy, że możemy liczyć na taryfę ulgową w dłuższej perspektywie. – W ciągu najbliższych dziesięciu lat wartość 40-stopniowa na termometrach najprawdopodobniej pojawi się w Polsce – przestrzegał rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Grzegorz Walijewski.

I wiele wskazuje na to, że w 2024 r. doświadczymy kolejnych pogodowych ekstremów. – Nie widzimy żadnych sygnałów, żeby tegoroczne wyjątkowe rekordowe miesiące miały ustąpić chłodniejszym – skwitował lakonicznie Zeke Hausfather, klimatolog amerykańskiego centrum badawczego Berkeley Earth w rozmowie z brytyjską BBC.

Rosnąca lawina strat

Inna instytucja z USA – National Oceanic And Atmospheric Administration (NOAA) – przełożyła statystyki kataklizmów spowodowanych ociepleniem w Stanach Zjednoczonych na język najlepiej zrozumiały dla polityków i biznesu: księgowy. Z raportu NOAA opublikowanego we wrześniu wynika, że w USA już po pierwszych ośmiu miesiącach tego roku padły rekordy liczby pogodowych ekstremów i wywołanych nimi strat.

Eksperci doliczyli się w raporcie 23 kataklizmów kwalifikowanych jako „pogodowe” lub „klimatyczne”: to 18 przypadków wystąpienia gwałtownych zjawisk atmosferycznych, a do tego dwie powodzie, jedna gwałtowna burza zimowa, olbrzymi pożar rozległego terytorium i tropikalny cyklon. Oprócz 253 śmiertelnych ofiar tych zjawisk, każde z nich doprowadziło do strat szacowanych na co najmniej 1 mld dol. (a zwykle znacznie więcej, bo bilans wszystkich strat sięga 57,6 mld dol.). I znowuż, już z końcem sierpnia padł rekord takich zjawisk w USA: wcześniejszy rekord – z 2020 r. – obejmował w sumie 22 kataklizmy. Zaktualizowana już po publikacji raportu statystyka obejmuje 25 katastrof z ponadmiliardowymi konsekwencjami.

Oczywiście, można się tu spierać, czy skala strat byłaby tak wielka, gdyby nie brak przygotowania odpowiednich służb i ludzkie błędy w czasie akcji ratowniczych – czego przykładem mógł być chaos podczas akcji ratowniczych i interwencji strażackich podczas gwałtownej fali pożarów na Maui (to jedno z wydarzeń uwzględnionych w zestawieniu NOAA). Jednak i tu wypada zauważyć, że scenariusze, według których mają działać służby odpowiedzialne za interweniowanie w takich przypadkach, rzadko kiedy obejmują tak gwałtowne katastrofy, jakich byliśmy świadkami w ostatnich latach. Im więcej takich zdarzeń, tym boleśniej będziemy się przekonywać o lukach w sferze bezpieczeństwa publicznego.

– To, że zaobserwowaliśmy w tym roku rekordowe upały, oznacza również, że był to okres rekordowo wielkiego cierpienia ludzi – uzupełniała Friederike Otto, badaczka z Imperial College London. – Fale ekstremalnych upałów i susze spotęgowane tymi temperaturami przyczyniły się do śmierci tysięcy ludzi, utraty hodowanych przez nich zwierząt, przesiedleń itd. I to właśnie te rekordy liczą się najbardziej – dodawała. I choć zapewne ekspertce chodziło o bardziej humanistyczne ujęcie ludzkiego życia jako bezcennego, to magazyn „Nature Communications” we wrześniowej publikacji nie omieszkał wyliczyć, że finansowe konsekwencje zmian klimatycznych w ostatnich 20 latach sięgają 143 mld dolarów rocznie, z czego 63 proc. to konsekwencje śmierci ludzi – zarówno tej wywołanej gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi, jak i mniej spektakularnej, wskutek nękających poszczególne regiony świata upałów czy głodu.

Apokalipsa w statystyce

Najbardziej znaczące zmiany zachodzą jednak stopniowo, niemal niezauważalnie. Widać je przede wszystkim z perspektywy, nazwijmy to, satelitarnej. U progu tego roku amerykańskie National Snow and Ice Data Center poinformowało, że antarktyczna pokrywa lodowa skurczyła się do rozmiarów najmniejszych w 45-letniej historii pomiarów – 1,91 mln km kw. Nie był to pierwszy taki letni sezon na półkuli południowej, ale biorąc pod uwagę, że poprzednie rekordy padały w latach 2017, 2020 czy 2022, trend wydaje się być ewidentny.

Zostańmy jeszcze chwilę na Antarktydzie: według pracy opublikowanej w sierpniu na łamach magazynu „Geophysical Research Letters”, na siódmym ziemskim kontynencie padł w zeszłym roku kolejny historyczny rekord. W marcu 2022 r. – a więc poprzedniego antarktycznego lata – Antarktydę dotknęła „bezprecedensowa fala upałów”, podczas których temperatura była 39 stopni wyższa od marcowej średniej (-10 st. C przy średniej -54 st. C). Ma to być największa anomalia temperatur, jaką kiedykolwiek odnotowano na Ziemi. I zaledwie przedsmak tego, co czeka Antarktydę w zbliżających się dziesięcioleciach.

W maju prestiżowy magazyn „Science” opublikował studium, powstałe w wyniku połączenia sił naukowców z USA, Francji i Arabii Saudyjskiej, dotyczące zasobów wodnych, jakie są w dyspozycji ludzkości. „Zmiany klimatu i działalność człowieka w coraz większym stopniu zagrażają jeziorom i innym zbiornikom, w których znajduje się 87 proc. powierzchniowych zasobów świeżej słodkiej wody na Ziemi” – twierdzą autorzy badania. „Na bazie danych z trzech ostatnich dekad stwierdzamy znaczny statystyczny spadek tych zasobów, sięgający 53 proc. w okresie od 1992 do 2020 r.. Ubytki należy w przeważającej mierze przypisać ociepleniu klimatu, większej parowalności oraz konsumpcji na potrzeby ludzi. Szacujemy, że blisko jedna czwarta ludzkości żyje w pobliżu basenów wysychających jezior” – podsumowują.

A zaledwie kilka tygodni temu naukowe pismo „Scientific Reports” podsumowało statystyki związane z cyklonami przeradzającymi się w huragany w północnej części Atlantyku: z wyliczeń Andry J. Garner, badaczki z Rowan University, wynika, że liczba tak potęgujących się zjawisk podwoiła się w latach 2001–2020 w porównaniu z analogiczną statystyką z lat 1970–1990.

To właśnie ten stopniowy, pełzający przypływ kataklizmów przeraża naukowców najbardziej. O ile bowiem politykom czy konsumentom mediów na Zachodzie może się wydawać, że dotykają one regionów, w których zwykle bywało burzliwie – a sąsiedzi co najwyżej „mieli pecha” – o tyle badacze wiedzą, że dramatów będzie przybywać, aż po skalę znaną dotąd jedynie autorom apokaliptycznej fantastyki. I że można było ich uniknąć. Tymczasem są traktowani niczym wariat znany z kinowego ekranu, który w epizodach przemyka przed bohaterami, krzycząc: „koniec jest bliski!”.

Choć do końca roku wciąż pozostało kilka tygodni, klimatolodzy mają już właściwie pewność, że 2023 rok trzeba będzie uznać za najgorętszy w historii – a przynajmniej w historii pomiarów globalnych temperatur. Przeważył październik: o 0,4 stopnia Celsjusza cieplejszy niż październik 2019 r., dotychczasowy rekordzista, gdy chodzi o te jesienne miesiące. Niewiele zapowiada, żeby listopad i grudzień miały przynieść jakieś zmiany: listopad wpisze się prawdopodobnie w rekordowy trend, a i grudzień nie przyniesie nam jakichś ekstremalnych mrozów, które zniwelowałyby wcześniejsze wyniki.

Pozostało 94% artykułu
Walka o klimat
Słońce oświetli i ogrzeje Europę
Materiał Promocyjny
Dlaczego warto mieć samochód w nowej firmie?
https://autosalon.moto.rp.pl/artykul/nowy-samochod-w-nowej-firmie
Walka o klimat
Groźne topnienie wiecznej zmarzliny. Klimat zacznie ocieplać się jeszcze szybciej?
Walka o klimat
Ekolodzy zapłacą setki tysięcy euro za protest na lotniskach? Zostali pozwani
Walka o klimat
Arktyka doświadczyła najcieplejszego lata w historii. Rekord pobity
Walka o klimat
Farmy wiatrowe, nowe wyzwanie dla ubezpieczycieli