Reklama

USA wymuszają spłatę „długu” przez Meksyk. Gra o setki miliardów litrów wody

Niemal ćwierć miliarda metrów sześciennych wody przepłynęło w ciągu dwóch ostatnich tygodni minionego roku z Meksyku do USA. To efekt porozumienia między obu krajami sprzed ponad 80 lat, ale też dowód na to, że wizja wojen o wodę staje się coraz bardziej realna.

Publikacja: 09.01.2026 14:31

Patrol amerykańskiego Gwardii Narodowej nad brzegiem Rio Grande w Teksasie.

Patrol amerykańskiego Gwardii Narodowej nad brzegiem Rio Grande w Teksasie.

Foto: Brenda Bazan/Bloomberg

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie są postanowienia umowy wodnej z 1944 roku?
  • Co stało się przyczyną napięć w relacjach wodnych między tymi krajami?
  • Jak zmiany klimatyczne wpływają na dostępność wody w regionie?
  • Jakie działania podjęły oba kraje w odpowiedzi na narastający kryzys wodny?
  • Na czym polega znaczenie hydrodyplomacji w kontekście zarządzania zasobami wodnymi?

Operacja „transferu” wody z Meksyku do USA to wynik swoistej windykacji, którą zafundowały południowym sąsiadom władze w Waszyngtonie. Amerykańscy rolnicy – szczególnie w Teksasie, ale sprawa dotyczy praktycznie całego południowo-zachodniego pogranicza USA – w dużym stopniu zostali dzięki temu uratowani. Taki przynajmniej jest przekaz Białego Domu, który przez ostatnie pół roku naciskał meksykańskich sąsiadów nie tylko w sprawie imigracji, zorganizowanej przestępczości czy handlu – ale też w sprawie uregulowania narastającego długu wodnego.

– Rozmowy przyniosły już rezultaty, w postaci uwolnienia zasobu ponad 249 mln metrów sześciennych wody (w oryginale 202 tys. akrostóp, jednostki, jaką Amerykanie mierzą duże zasoby wodne – red.), z dostawami, które rozpoczęły się w połowie grudnia – dowodził Luke Lindberg, podsekretarz handlu i zagranicznych stosunków rolniczych w administracji Donalda Trumpa, cytowany przez lokalne media na południu USA. – To istotny sygnał, że Meksyk chce odpowiedzieć na obawy o los układu wodnego – dodawał, odnosząc się do obowiązującej już od ponad 80 lat umowy między oboma państwami.

Dług wodny: Meksyk zwraca USA wodę

Gdy Waszyngton i Mexico City zawierały tę umowę w 1944 r., woda nie była zasobem, którego obu państwom by brakowało. Układ wodny był raczej aktem administracyjnego podziału – a w zasadzie wymiany – zasobów pochodzących z trzech rzek pogranicza: Rio Grande, Kolorado i Tijuany. Na podstawie umowy Meksyk miał przekazywać USA 430 mln m sześc. wody rocznie z Rio Grande, zaś Amerykanie mieli odwdzięczać się 1,85 mld m sześc. wody – przede wszystkim z rzeki Kolorado – na potrzeby meksykańskich odbiorców, przede wszystkim miast Tijuana i Mexicali.

Oczywiście, sygnatariusze porozumienia przewidzieli w jego ramach pewną elastyczność: pięcioletnie cykle, w ramach których można w „gorszym” roku lub cyklu przekazać partnerowi mniej wody pod warunkiem, że do końca kolejnego cyklu zaległości zostaną uregulowane. Tyle że Meksyk – mimo że jest w układzie partnerem o zdecydowanie mniejszych zobowiązaniach – począwszy od lat 90., z cyklu na cykl, miał coraz większe kłopoty z wywiązywaniem się z ustaleń.

Reklama
Reklama

W efekcie, gdy jesienią 2020 r. kończyła się kolejna „pięciolatka”, Meksykanie pospiesznie spuszczali wodę z akwenów, w których ją gromadzą po swojej stronie. Być może, gdyby nie zwycięstwo Joe Bidena w wyborach prezydenckich w USA i jego bardziej koncyliacyjne podejście do dyplomacji, spór o wodę z Meksykiem wybuchłby już wtedy. Administracja Bidena w końcu jednak zorientowała się, że kolejny cykl (który skończy się) nie będzie lepszy i w 2024 r. podjęła negocjacje z sąsiadami na temat zmian w wodnym traktacie. Przeciągnęły się one do wyborów i w zasadzie trwają do dziś.

Tyle że – gdyby nie liczyć grudniowych „spłat” – dług wodny Meksyku urósł już do 1,5 mld m sześc., czyli niemal czteroletniej puli wody, jaka powinna była spłynąć Rio Grande do południowych stanów USA. A Donald Trump nie zamierzał Meksykanom iść na rękę, nawet biorąc pod uwagę, że południowi sąsiedzi niemal co roku doświadczają bezprecedensowych susz.

W marcu ubiegłego roku Biały Dom zablokował przepływ wody z rzeki Kolorado do Tijuany. Meksykanie odpowiedzieli ustępstwem – uwolnili około 75 mln m sześc. wody, ale siłą rzeczy tak niewielki zasób nie usatysfakcjonował Trumpa, który finalnie zagroził Meksykanom wprowadzeniem 5-proc. cła na towary zza południowej granicy. To prawdopodobnie przeważyło szalę i meksykańska prezydent Claudia Sheinbaum ustąpiła, a administracja mogła ogłosić triumf w kolejnej wojnie. – Prezydent Trump nieustannie traktuje interesy amerykańskich rolników priorytetowo i w końcu pociągnął naszych zagranicznych partnerów do odpowiedzialności za ich zobowiązania. Raz jeszcze Ameryka jest traktowana fair – ogłosiła sekretarz rolnictwa USA, Brooke L. Rollins. – Administracji Bidena to nie obchodziło – sekundował jej na portalu X republikański senator z Teksasu, John Cornyn. – Charakterystyczne, że prezydent Biden i sekretarz (stanu w administracji Bidena – red.) Blinken nie zrobili nic, by pociągnąć Meksyk do odpowiedzialności – dowodził.

Klimat nie oszczędza Meksyku i południa USA

Sheinbaum jest jednak pod podwójną presją. Meksykańscy rolnicy powszechnie uważają, że ich kraj powinien wywiązywać się ze zobowiązań wynikających z porozumienia tylko wtedy, jeśli potrzeby ich kraju zostaną zaspokojone. O ile teksańscy farmerzy mają wszelkie powody do zmartwienia – deficyt wody przekłada się na wysychanie pól, niski poziom zbiorów czy pierwsze bankructwa firm z sektora rolniczego – to ich meksykańscy odpowiednicy mogą mówić o nożu na gardle.

Pierwsza potężna susza spadła na Meksyk w 1992 r. i w wielu miejscach przeciągnęła się do 1997 r., co zaowocowało pierwszymi problemami w wodnych rozliczeniach. Ale to była dopiero uwertura do nadchodzącej klimatycznej apokalipsy. Naukowcy od kilkunastu lat typują cały region Ameryki Środkowej – w tym Meksyk – jako jeden z globalnych „hot-spotów” zmian klimatycznych. Według jednej z prognoz wzrost średniej temperatury w Meksyku, nawet w optymistycznym scenariuszu, sięgnie do 2060 r. 1,1 st. C (w pesymistycznym – 3 st. C). W perspektywie 2090 r. mówi się o wzroście od 1,3 do nawet 4,8 st. C.

Pas terytorium Meksyku wzdłuż granicy ze Stanami Zjednoczonymi skupia problemy jak soczewka. Wyższe temperatury, konsekwentnie malejący poziom wód opadowych, susze, intensywne wiatry i huragany, podnoszenie się poziomu wód na wybrzeżach, utrata plonów, zmiana w cyklach wegetacji roślin i zachowań fauny, zanikanie gatunków – w zasadzie wszystkie te konsekwencje zmian klimatycznych już w tym regionie świata wystąpiły w stopniu rzadko spotykanym gdzie indziej.

Reklama
Reklama

Swoje dołożyła specyfika lokalnej gospodarki: wzdłuż granicy z USA w ostatnich dekadach uruchamiano setki zakładów przemysłowych pracujących na potrzeby eksportu do północnych sąsiadów – ten rozrost infrastruktury gwałtownie podbił popyt na wodę, a lokalna administracja traktowała potrzeby eksporterów priorytetowo, kosztem zarówno konsumentów w meksykańskich miastach, jak i meksykańskich farmerów.

Współwystępowanie wszystkich tych czynników przyczyniło się już do kryzysu w jednej meksykańskiej metropolii: liczące 5 milionów mieszkańców Monterrey znalazło się w 2022 r. bez wody w środku lata. Mieszkańcy przez wiele tygodni żyli w reżimie racjonowania – począwszy od odcięcia wody dla szkół, przez jej dostępność w domach w określonych godzinach, aż po konieczność przynoszenia wody ze studni w te dni, kiedy w ogóle jej nie dostarczano. Podobna sytuacja zagroziła w marcu 2-milionowej Tijuanie, gdy Trump odciął przepływ wód z rzeki Kolorado.

Dług wodny Meksyku: Mocne karty w rękach Amerykanów

W tych okolicznościach trudno będzie utrzymać dotychczasowe porozumienie w formule, która obowiązywała przez ostatnie osiem dekad z okładem. Tymczasem Waszyngton wydaje się stawiać na taki scenariusz. – Na stole są dwie kwestie – dowodził Lindberg. – Pierwsza to ustalenie jasnego planu, zgodnie z którym Meksyk w przyszłości wywiązywałby się ze swoich zobowiązań. Druga sprawa to uiszczenie obecnego długu wodnego – kwitował. Meksykanie mają czas do końca stycznia, by przedstawić swoje stanowisko lub propozycję załatwienia tych dwóch kwestii. O ironio, w lutym wypada kolejna, 82. rocznica podpisania układu wodnego.

Z opisanych wyżej powodów trudno być optymistą: Meksykanie mają niewielkie pole manewru, a obecne spłaty części długu są możliwe z uwagi na dosyć deszczową pogodę w 2025 r., która pozwoliła uzupełnić zbiorniki po ich stronie. Ale te zapasy nie wystarczą na wywiązanie się z obecnych zaległości, a i w przyszłości trudno liczyć na przychylność pogody. Nie sposób też oczekiwać, że zamknięte zostaną fabryki, ani też że zlikwidowane zostaną wodochłonne uprawy po meksykańskiej stronie, np. awokado.

Ale w tej grze silniejsze karty ma Waszyngton. W kwietniu zeszłego roku Biały Dom wymienił Marię-Elenę Giner, szefową International Boundary and Water Commission – instytucji czuwającej nad realizacją założeń porozumienia wodnego, a także zarządzającą transgraniczną gospodarką wodną – na znacznie bardziej bojowo nastawionego W. C. „Chada” McIntosha. Instytucja ma dziś dopilnować spłaty długu, a nie szukać kompromisów. Ostatecznie pozostaje odcięcie dostaw wody ze strony amerykańskiej – choć nie rozwiązałoby to problemów w USA. Trudno bowiem dostarczyć wodę z rzeki Kolorado do Teksasu.

Pozostaje jeszcze pytanie, na ile spór o wodę przełoży się na całość relacji Meksyku z USA. W rozpoczynającym się roku wszystkie kraje kontynentu – czyli wraz z Kanadą – mają wspólnie organizować mundial, a także rozpocząć proces renegocjacji traktatu USMCA (Umowy Stany Zjednoczone – Meksyk – Kanada), który utorował tym krajom drogę do w pełni wolnego handlu. Umowa została zawarta podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, więc jej dalszy los może być mu bliższy niż lokalny spór o wodę, w którym już odtrąbiono zwycięstwo.

Reklama
Reklama

Hydrodyplomacja: nowa rzeczywistość

Kilka lat temu grupa ekspertów z rozmaitych instytucji, zajmujących się gospodarką wodną w Arizonie (stanie, którego bilans wodny opiera się na zasobach rzeki Kolorado) w artykule opublikowanym w specjalistycznym piśmie „Environ Sci Policy” uznała „wodne” relacje między USA a Meksykiem za obiecujący przykład hydrodyplomacji: dyplomacji dotyczącej gospodarki wodnej na obszarach pogranicza, łączącej zarówno kwestie związane z zarządzaniem wodami, jak i naukowe sposoby wspomagające realizację interesów zainteresowanych stron.

Dziś po tamtej hydrodyplomacji niewiele pozostało, ale sama idea staje się coraz bardziej aktualna. Kolorado, Rio Grande i Tijuana to zaledwie początek długiej listy rzek na świecie, które stopniowo wysychają, ocieplają się, tracą faunę i florę. Mekong, Nil czy Yarlun Zangpo/Brahmaputra/Jamuna to zaledwie pierwsze przykłady z brzegu – we wszystkich przypadkach chodzi o rzeki, które przecinają kilka państw, stanowiąc w nich ważny element gospodarki i życia. Wraz z kurczeniem się tego zasobu konflikty będą się mnożyć.

Wraz z tymi procesami będą pojawiać się nowe zagrożenia. Przykładowo, już w latach 60. okazało się, że woda z rzeki Kolorado jest coraz bardziej zasolona. Było to „zasługą” amerykańskich fabryk w Arizonie, które spuszczały do rzeki olbrzymie ilości ścieków przemysłowych. Choć początkowo Amerykanie zbywali protesty Meksykanów wzruszeniem ramion, w końcu postanowili uporządkować sytuację. Dziś problemem rzek na całym świecie są raczej zanieczyszczenia zalegające na dnie rzek (jak w przypadku Odry), które będą się uwalniać tym szybciej, im bliżej powierzchni się znajdą. Rozwiązywanie tych konfliktów metodami dyplomatycznymi i naukowymi – wspomniana hydrodyplomacja – ma przed sobą przyszłość.

Susza
Państwo rzucone na kolana przez suszę. Ewakuacja stolicy i modlitwy o deszcz
Susza
Wielka Brytania zagrożona suszą. Sytuacja najgorsza od dziesięcioleci
Susza
Ganges wysycha. Eksperci: Tak źle nie było od 1300 lat
Susza
Walka z suszą to także zapobieganie dramatom powodziowym
Susza
Poziom Wisły w Warszawie rekordowo niski. Najgorszy wynik w historii pomiarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama