Jak pisze BBC, naukowcy z Rystad Energy odkryli informacje na temat rosyjskiej przepompowni Portowaja, znajdującej się na północny zachód od Petersburga. Połączona jest ona z gazociągiem Nordstream 1, którym gaz transportowano do Niemiec. W połowie czerwca Rosja poinformowała jednak odbiorców w Europie, że nie może zagwarantować dostaw gazu z powodu „nadzwyczajnych okoliczności”. Jej własne magazyny stały się wówczas przepełnione.
Finowie w przygranicznej gminie Virolahti na początku lata zauważyli na horyzoncie duży ogień, pochodzący z wieży kontroli powietrza w miejscowości Pyterlahti. Pochodził on właśnie z rosyjskiej tłoczni, w której gaz ziemny nieprzerwanie płonie od niemal dwóch miesięcy. Eksperci twierdzą, że każdego dnia rosyjska tłocznia spala około 4,34 mln metrów sześciennych gazu – równowartość około 10 mln dolarów. Zjawisko to nie jest znane od dziś, gdyż wypalanie gazu jest powszechne w zakładach przetwórczych – zwykle ze względów technicznych lub bezpieczeństwa. Skala tego zjawiska jest jednak wyjątkowa i zaskakująca nawet dla ekspertów. - Nigdy nie widziałam tak dużego rozbłysku w elektrowni LNG - powiedziała dr Jessica McCarty, ekspert ds. danych satelitarnych z Uniwersytetu Miami w Ohio. - Już w czerwcu widzieliśmy, że płomień jest ogromny i nie zniknął. Wielkość tego zjawiska to anomalia - dodała.
Czytaj więcej
Używając polimeru zwanego melaminą, amerykańscy chemicy stworzyli tani, prosty i energooszczędny...
Specjaliści twierdzą, że wcześniej gaz ten "byłby eksportowany do Niemiec”. Do sprawy odniósł się między innymi Miguel Berger, ambasador Niemiec w Wielkiej Brytanii, który powiedział w rozmowie z BBC News, że „europejskie wysiłki na rzecz zmniejszenia uzależnienia od rosyjskiego gazu miały silny wpływ na rosyjską gospodarkę”. - Rosja pali gaz, ponieważ nie może go sprzedać gdzie indziej - zaznaczył.
Mark Davis, dyrektor generalny firmy Capterio, która zajmuje się znajdowaniem rozwiązań dotyczących spalania gazu, podkreślił natomiast, że „płomień wydobywający się z tłoczni nie jest przypadkowy”. - Prawdopodobnie to świadoma decyzja operatorów zakładu. Operatorzy często wahają się, czy zamknąć obiekty w obawie, że ponowne uruchomienie może być technicznie trudne lub kosztowne - dodał.