Reklama

Jakub Sokołowski: Hollywood zachowuje się, jakby kryzys klimatyczny nie istniał

Film nie ma szans na nominację do Oscara, jeśli nie spełnia określonych przez Akademię Filmową standardów dotyczących reprezentacji mniejszości. Tymczasem w kwestii klimatu Hollywood zachowuje się tak, jakby kryzys klimatyczny był co najwyżej rekwizytem. Dlaczego nie potrafimy przyznać, że to, jak filmy opowiadają o zmianach klimatu, jest istotne?
Wręczenie Oscarów odbędzie się w Dolby Theater w Los Angeles.

Wręczenie Oscarów odbędzie się w Dolby Theater w Los Angeles.

Foto: STEFANI REYNOLDS / AFP

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie jest obecne podejście kina do reprezentacji kryzysu klimatycznego?
  • W jakim stopniu wątki klimatyczne są obecnie obecne w popularnych produkcjach filmowych?
  • Czym jest koncepcja „climate placement” w kontekście kształtowania narracji filmowych?
  • Jakie korzyści przynosi widzom subtelne wplatanie rozwiązań proekologicznych do fabuł filmowych?
  • Jakie standardy ekologiczne są wprowadzane w procesie produkcji filmowej, zwłaszcza w kontekście finansowania publicznego?
  • Czy proklimatyczne wytyczne w kinie stanowią ograniczenie wolności artystycznej, czy nową formę odpowiedzialności?

Kultura masowa to ważny element kształtowania naszych postaw. Mechanizm ten zdaje się jednak nie działać w przypadku kryzysu klimatycznego. Dotychczas Hollywood i światowe kino dość rzadko podejmowały ten temat. W analizie 250 najpopularniejszych filmów ostatniej dekady stwierdzono, że tylko 12,8 proc. z nich w ogóle nawiązuje do problemu globalnego ocieplenia, a zaledwie 3,6 proc. czyni to więcej niż w jednej scenie.

Pomijanie wątków klimatycznych jest zastanawiające, szczególnie w czasach, w których skutki zmian klimatu coraz mocniej wpływają na nasze życie. Branża filmowa, a szczególnie jej mainstream, ma sporo do nadrobienia, jeśli chodzi o odzwierciedlenie rzeczywistości i promowanie pozytywnych wzorców.

Hollywood: Od lokowania produktu do „lokowania klimatu”

Jednym z pomysłów na dekarbonizację narracji filmowych jest koncepcja „climate placement”, wzorowana na klasycznym lokowaniu produktu (product placement). Od lat firmy płacą za eksponowanie swoich produktów w filmach. Bohater pije dany napój albo jeździ konkretnym autem, to ma subtelnie wpływać na widzów. „Climate placement” proponuje podobny mechanizm, lecz w służbie klimatu. Zamiast promować produkty spożywcze czy gadżety, filmy mogłyby wspierać rozwiązania przyjazne środowisku.

Czytaj więcej

Morze Aralskie wraca do życia. Kazachscy eksperci mówią o przełomie
Reklama
Reklama

Strategia „lokowania klimatu” sprawia, że widzowie oswajają się z zachowaniami i wartościami przy okazji śledzenia wydarzeń na ekranie. Badania nad komunikacją klimatyczną wskazują, że odpowiednio poprowadzona narracja potrafi bardziej zaangażować emocjonalnie i skuteczniej przekonać odbiorców niż suche fakty czy alarmistyczne komunikaty. Dobrze napisana opowieść może uniknąć zjawiska znużenia i przytłoczenia widza negatywnymi informacjami. Zamiast apokaliptycznej wizji pozbawionej nadziei, która często paraliżuje i zniechęca, coraz częściej podkreśla się potrzebę fabuł dających poczucie sprawczości. Filmowe historie powinny nie tylko przestrzegać przed skutkami katastrofy, ale także pokazywać rozwiązania.

Co ważne, takie wątki da się wpleść subtelnie, nie psując warstwy rozrywkowej. Nie chodzi o to, by zamieniać filmy w manifesty. Proekologiczne treści mają wzbogacać fabułę, a nie przytłaczać widza. Na szczęście, podobnie jak w przypadku lokowania produktu, odpowiednio napisany scenariusz potrafi uczynić z ekologicznych motywów naturalny element świata przedstawionego. W efekcie codzienne decyzje korzystne dla środowiska stają się dla widzów czymś zwyczajnym i atrakcyjnym.

Ekologiczna produkcja filmów za publiczne pieniądze

Drugim filarem dekarbonizacji kina jest zielona transformacja procesu produkcji filmowej. Wielkie produkcje mogą generować ogromny ślad węglowy. Dlatego coraz więcej podmiotów wprowadza standardy zrównoważonej produkcji. W Niemczech od lipca 2023 r. wszystkie filmy i seriale dotowane publicznie muszą spełniać nowe ekologiczne wymogi.

Podobne inicjatywy pojawiają się w całej Europie, od certyfikatów „green filming” we Włoszech, przez zielone punkty przy ocenianiu wniosków o dofinansowanie w Belgii, po poradniki ekologicznego filmowania w krajach skandynawskich. To sygnał, że dysponenci funduszy publicznych coraz częściej warunkują wsparcie od dbałości beneficjentów o klimat.

W praktyce oznacza to np. planowanie produkcji tak, by zminimalizować emisje. Może to być wybór lokalizacji blisko siebie, korzystanie z odnawialnych źródeł energii na planie, recykling scenografii i kostiumów, ograniczenie plastiku i odpadów, kompensacja emisji CO₂ tam, gdzie nie da się ich uniknąć. Istnieją już kalkulatory śladu węglowego produkcji filmowej, a branżowe inicjatywy certyfikują produkcje neutralne klimatycznie.

„Cenzura” czy odpowiedzialność?

Wytyczne proklimatyczne nie oznaczają oczywiście, że film ma być „agitką”. Chodzi o ustalenie pewnych standardów i zachęt. Amerykańska Akademia Filmowa już wprowadziła standardy różnorodności (DEI). By ubiegać się o nominację w kategorii „najlepszy film”, produkcja musi spełnić dwa z czterech kryteriów dotyczących m.in. reprezentacji kobiet, mniejszości etnicznych, osób LGBT+ i z niepełnosprawnościami na ekranie i w ekipie. Ta decyzja wywołała dyskusje, a niektórzy oburzali się na „polityczną poprawność” i „zamach na sztukę”. Czy bez takich wymogów Hollywood samo z siebie zadbałoby o inkluzywność? Historia pokazuje, że nie. Podobnie w przypadku klimatu. Jeżeli przemysł filmowy nie zmienia kursu, potrzebna jest mądra presja instytucji.

Reklama
Reklama

Pomysł, by instytucje przyznające nagrody filmowe czy fundujące produkcję wymagały spełnienia „wytycznych”, niezależnie od tego, czy dotyczą one klimatu, czy np. reprezentowania mniejszości, często spotyka się z krytyką. Pada argument, że to ingerencja w wolność artystyczną i rodzaj cenzury. Warto jednak zauważyć, że filmowcy na co dzień akceptują rozmaite wpływy zewnętrzne, zwłaszcza gdy idzie za tym finansowanie. Prywatni sponsorzy czy partnerzy lokowania produktu potrafią wymusić na scenariuszu obecność swoich marek, a twórcy często się na to godzą i nie towarzyszy temu żadna dyskusja publiczna.

Należy też podkreślić, że standardy (np. DEI) można osiągnąć na etapie produkcji, angażując w ten proces więcej osób reprezentujących mniejszości, bez konieczności zamiany warstwy narracyjnej filmu.

Czeka nas oscarowy weekend. To doskonały moment, by zadać pytanie: czy przemysł filmowy nadąża za zmieniającym się światem? Powinno ono dotyczyć również zmian klimatu i informowania na ten temat. Potrzebujemy kina, które jest świadome swojego wpływu na problem zmian klimatycznych, zarówno w warstwie opowieści, jak i procesu produkcji. Chodzi o to, by filmy, zwłaszcza te powstające za publiczne pieniądze lub aspirujące do nagród fundowanych z publicznych pieniędzy , wspierały ochronę klimatu nie tylko „ograniczeniem śladu węglowego”, ale również przekazem.

BIO

Jakub Sokołowski

Dr Jakub Sokołowski w Instytucie Badań Strukturalnych na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi badania nad transformacją energetyczną sektora mieszkaniowego, polityką klimatyczną i jej skutkami społecznymi, nierównościami i ubóstwem energetycznym.

Moim zdaniem
Prof. Jarosław Całka: skażenie mikroplastikiem wymusza zmianę myślenia
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Moim zdaniem
Flisowska: Pakiet Fit for 55 to nie jest dokument, który można zawetować
Moim zdaniem
Ciborska: Gazowa zdrada Komisji Europejskiej podczas COP 26
Moim zdaniem
Przez testy kosmetyków na zwierzętach cierpi całe środowisko
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama