Reklama

Przez testy kosmetyków na zwierzętach cierpi całe środowisko

Rezygnacja Chin z obowiązkowego testowania importowanych kosmetyków na zwierzętach to krok w dobrym kierunku. Koszt ekologiczny procederu wymaga pogłębionych badań, ale nie ma wątpliwości, że odchodzenie od niego przysłuży się nie tylko samym zwierzętom.
Przez testy kosmetyków na zwierzętach cierpi całe środowisko

Foto: Otwarte Klatki/ Wikimedia Commons

Chiny ogłosiły niedawno, że od maja wycofują się z obowiązkowego testowania na zwierzętach kosmetyków importowanych – o tej decyzji mówiono od 2019 roku, ale pandemia SARS-CoV-2 wstrzymała wdrażanie nowych procedur. Wcześniej wszystkie kosmetyki (za wyjątkiem sprzedawanych przez kanały e-commerce), aby wkroczyć na rynek chiński, musiały zostać poddane testom. Niestety, nakaz testowania wciąż będzie obejmować kosmetyki takie jak farby do włosów czy kremy z filtrami UV, nie trzeba jednak będzie testować tzw. kosmetyków ogólnych (w tym np. kosmetyków do makijażu), czyli zdecydowanej większości.

Czytaj też: Lasy, stal, smog: jak powstają burze piaskowe w Chinach?

Wyczekiwana zmiana w Chinach, które pozostają jednym z kilku krajów na świecie, w których wciąż praktykowane są te okrutne i krytykowane przez organizacje prozwierzęce metody, wzbudziła wśród obrońców praw zwierząt słuszny entuzjazm. Ta decyzja wydaje się szczególnie obiecująca w świetle informacji, że Chiny rozważają także wdrożenie dwóch metod, niewymagających udziału zwierząt – daje to bowiem nadzieję na całkowitą zmianę sposobu testowania w niedalekiej przyszłości.

Co stoi za tą zmianą? Z pewnością jednym z czynników jest aspekt ekonomiczny.

Brytyjski Vogue ocenia, że wykonanie przez Chiny gestu w stronę kosmetyków, których produkcja nie będzie okupiona cierpieniem zwierząt, otwiera potencjał rynkowy na poziomie 51,3 miliarda funtów rocznie. Spora liczba marek nie decydowała się na wejście na rynek chiński właśnie z uwagi na konieczność testowania produktów na zwierzętach – a coraz bardziej świadomi konsumenci i konsumentki bacznie śledzą polityki firm kosmetycznych w tym zakresie.

Chiny od jakiegoś czasu uważniej przyglądają się zmianom klimatycznym i postępującej degradacji środowiska, uznając je za problemy, którym nie warto zaprzeczać. Coraz wyraźniej widać kroki, jakie podejmują w kierunku bardziej zielonej gospodarki oraz zrównoważonego rozwoju, widać też ekologiczne trendy spożywcze – np. rośnie popularność korzystnych dla środowiska roślinnych zamienników mięsa. Chiny planują osiągnąć szczyt emisji CO2 do 2030 roku, a neutralność węglową przed 2060. Czy decyzja o odejściu od testów na zwierzętach może im w tym pomóc?

Reklama
Reklama

Choć coraz częściej mówi się o zgubnym wpływie hodowli przemysłowych na środowisko, aspekt testów na zwierzętach, jeśli jest już poruszany, to z reguły w kontekście etycznym – rzadko natomiast rozważa się go pod względem oddziaływania na klimat. Tymczasem laboratoria wykorzystujące zwierzęta, jak wskazuje szereg badań, przyczyniają się do zanieczyszczania środowiska i negatywnie wpływają na różnorodność biologiczną.

W ośrodkach badawczych z udziałem zwierząt używa się średnio 10 razy więcej energii niż w biurze o jednakowej powierzchni – wynika to ze specyficznych potrzeb, dokładnej wentylacji, ochrony przed patogenami, specjalistycznego oświetlenia itd. Co roku generują ogromne ilości toksycznych zwłok i tkanek, które najczęściej są spalane. Niebezpiecznymi odpadami są również strzykawki, igły czy ściółka dla zwierząt. Choć nie ma dokładnych danych, pozwalających oszacować, jaki procent spalanych odpadów pochodzi z testów na zwierzętach, nie ulega wątpliwości, że sam proces negatywnie wpływa na środowisko. Poza tym spływ odchodów zwierzęcych z laboratoriów może skutkować skażeniem wód gruntowych, zaostrzając problem obecności substancji toksycznych oraz leków w wodzie pitnej. Testy na zwierzętach stanowią też zagrożenie dla bioróżnorodności – zauważono na przykład, że populacja makaków długoogoniastych (najczęściej wykorzystywanych małp w laboratoriach) na wolności gwałtownie spada, aż 55,9% spośród makaków wykorzystywanych  w laboratoriach na całym świecie pochodzi właśnie z Chin.

Tymczasem na świecie rozwijają się kolejne metody prowadzenia badań – nie tylko kosmetyków, ale również leków – bez udziału zwierząt. Pozostaje mieć nadzieję, że ambicja Chin, na fali rozwijania przyjaznych środowisku działań, wzrośnie i zapragną zostać światowym liderem w dziedzinie zakończenia cierpienia zwierząt w laboratoriach.

Moim zdaniem
Jakub Sokołowski: Hollywood zachowuje się, jakby kryzys klimatyczny nie istniał
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Moim zdaniem
Prof. Jarosław Całka: skażenie mikroplastikiem wymusza zmianę myślenia
Moim zdaniem
Flisowska: Pakiet Fit for 55 to nie jest dokument, który można zawetować
Moim zdaniem
Ciborska: Gazowa zdrada Komisji Europejskiej podczas COP 26
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama