Hasłem przewodnim Światowego Dnia Środowiska jest w tym roku „Call for Climate Action”. Jakich działań potrzebujemy teraz najbardziej?
Najważniejsze jest to, żeby powstrzymać zmiany klimatu, powstrzymać i obniżać emisję gazów cieplarnianych. I w Polsce, i na świecie potrzebujemy działań zamykających transformację energetyczną, czyli przechodzenie od paliw kopalnych do zasobów odnawialnych. Jeśli chodzi o Polskę, to szczególnie istotne jest wdrożenie odpowiednich działań w sektorze transportu, gdzie emisje stale rosną, nawet gdy spadają w innych sektorach. Potrzebujemy działań dotyczących zrównoważonej mobilności i transportu, np. planowania przestrzennego, które będzie redukowało potrzeby transportowe, czyli inne modele budowy miast, konsumpcji, być może także wypoczynku, aby te potrzeby transportowe redukować.
Według danych Eurostatu w ostatnim kwartale 2025 r. emisje CO2 w UE wzrosły o 0,9 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej, a Polska jest jednym z krajów, w których wzrost był najwyższy (2,4 proc.). Rozwijamy OZE, ale i kurczowo trzymamy się węgla.
Transformacja energetyczna się w Polsce dzieje, ale zdecydowanie zbyt wolno, co wynika według mnie z braku odwagi i bezradności polityków. Dowodem na to jest choćby niedawna propozycja Ministerstwa Energii dotycząca możliwości regulatora sieci w zakresie odcinania prosumentów i odbierania im możliwości oddawania energii do sieci. Jestem przekonany, że większość Polaków ma świadomość opłacalności rozwoju energetyki odnawialnej i tego, że będzie to obniżało koszty energii i przynosiło korzyści dla środowiska.
Problem w tym, że politycy nie potrafią dostrzec sedna problemu i skupić się na wizji bezpiecznego energetycznie państwa, budowanego od dołu, przez mieszkańców, gminy i samorządy, a niekoniecznie przez monopole przemysłowe. Należy też wspomnieć o fatalnej roli prezydenta Nawrockiego, który zablokował możliwość rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie, kluczowego elementu bezpieczeństwa energetycznego.
Prezydent nieustępliwie zapowiada zorganizowanie referendum w sprawie polityki klimatycznej UE, mimo że przynosi nam ona wymierne korzyści, chociażby w postaci niższej liczby zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza.
To już nawet nie jest głupota, lecz kardynalny błąd. Rozumiem, że jest to element gry prezydenta oraz środowisk prawicowych na polexit, bo przecież w inny sposób nie da się wyjść z ETS-u. Jest to prawo horyzontalne, budujące jednolite warunki działania dla największych emitentów gazów cieplarnianych w całej Europie. Jego celem jest to, aby duży zakład chemiczny czy duży zakład przemysłowy w Polsce miał takie same warunki konkurencyjne w stosunku do emisji gazów cieplarnianych jak zakład, który funkcjonuje we Francji, Włoszech czy w Niemczech. Nie rozumiem tego pędu prawicy do wyjścia z UE. Czy pan prezydent chce odciąć polskich przedsiębiorców od rynku UE, czy dąży też do tego, żeby polscy rolnicy nie dostawali dopłat unijnych, a polskie samorządy nie miały unijnych pieniędzy na modernizację? Bo do tego właśnie prowadziłby polexit.
Ogromny błąd polityków to niedostrzeganie, że polityka klimatyczna UE jest polityką budowania bezpieczeństwa. Także energetycznego – UE nie ma wystarczającej ilości własnych zasobów energetycznych. Najpierw z Rosji, za co dzisiaj płacimy, bo dostarczyliśmy jej potencjał ekonomiczny, który ona wykorzystuje, walcząc z Ukrainą i także walcząc w tej chwili w dużym stopniu z UE poprzez dezinformację i poprzez działania w ramach wojny hybrydowej. Sprowadzamy surowce energetyczne z USA, których prezydent jednoznacznie deklaruje swoją wrogość wobec UE, oraz z krajów arabskich, które nie podzielają naszych wartości demokratycznych. Przejście na zasoby odnawialne jest więc dla nas kwestią elementarnego bezpieczeństwa – także w odniesieniu do zachowania suwerenności i wartości, które uważamy za istotne.
Innym aspektem bezpieczeństwa, o które musimy zadbać, jest budowanie odporności na skutki zmiany klimatu. To także jest ważny element unijnej polityki klimatycznej. Czy z nim także chcemy walczyć? To pytanie jak najbardziej zasadne, bo mamy kolejny rok, w którym nerwowo śledzimy, czy wystąpią opady deszczu.
W kraju szaleje susza, a według IMGW ponad 70 proc. rzek ma niepokojąco niski stan wody i nawet prognozowane deszcze nie zmienią znacząco tej sytuacji. W maju przez Europę przeszła fala upałów, wiele stacji pomiarowych odnotowało rekordy temperatur, lada chwila Polska będzie się zmagać z gwałtownymi burzami.
Kilka dni temu mieliśmy przykład braku działań na Dolnym Śląsku, gdzie w wyniku nawałnicy poważnie uszkodzone zostały budynki mieszkalne. Występowanie takich ekstremalnych wydarzeń pogodowych to jedna z konsekwencji kryzysu klimatycznego, a brak właściwych działań dotyczących zarówno ochrony klimatu, jak i adaptacji do skutków tego procesu prowadzi do ogromnych strat.
Przyrodę traktujemy chyba dość instrumentalnie: z jednej strony mamy np. koncepcję Zielonej Tarczy Wschód, ale z drugiej wciąż brak powszechnej świadomości, że to powinien być jeden z naszych priorytetów.
Zdecydowanie tak. To dla mnie niebywale zaskakujące, bo przyroda i krajobraz są ważnymi elementami naszej tożsamości narodowej. W 1918 r., gdy powstała Państwowa Rada Ochrony Przyrody, zasiedli w niej naukowcy będący też patriotami walczącymi za ojczyznę. Oni mieli świadomość, że przez zachowanie piękna polskiego krajobrazu, ochronę przyrody, budujemy naszą tożsamość narodową.
Tymczasem dziś politycy określający się mianem patriotów otwarcie mówią, że nie widzą sensu ochrony przyrody i środowiska. I tu znów niezrozumiała decyzja prezydenta Nawrockiego w kwestii zablokowania ustawy o utworzeniu parku narodowego tam, gdzie była na to zgoda zarówno mieszkańców, przyrodników, naukowców, jak i lokalnych przedsiębiorców. Dla mnie, jako naukowca z niemal 40-letnim stażem na uczelni, jest to swego rodzaju porażka i dowód na to, że środowisko naukowe nie zdołało nauczyć decydentów, jak ważna jest przyroda.