Specjaliści rzucają "brudną" pracę. Liczby robią wrażenie

Konsekwencje zmian klimatycznych dotarły do rynku pracy. Mają wiele twarzy: część specjalistów z topowych korporacji rzuca pracę, by się angażować w "zielone" przedsięwzięcia. Naukowcy zmieniają specjalizację. A najmłodsze pokolenie na rynku szerokim łukiem obchodzi te wakaty, które wiążą się z "brudną" działalnością.

Publikacja: 26.01.2023 13:19

Specjaliści rzucają "brudną" pracę. Liczby robią wrażenie

Foto: Bloomberg

Doktor Sophie Gilbert może uchodzić za symbol zmiany. Na University of Idaho Gilbert była specjalistką od ekosystemów. Na jej profilu, wciąż widniejącym na stronach uczelni, Gilbert pisze o swoim zainteresowaniu dziką przyrodą i tym, jak zwierzęta reagują na zmiany ich otoczenia - zmieniając swoje zachowanie czy liczebność populacji - oraz jakie interakcje zachodzą między nimi a ludźmi we współdzielonym środowisku.

W 2021 r. wszystko się jednak zmieniło. Gilbert ruszyła w letnią samochodową podróż na zachód, do Kaliforni. Wycieczka zamieniła się w udrękę: temperatura powietrza na zewnątrz auta nierzadko przekraczała 40 stopni Celsjusza, a droga wiodła przez pola ogarnięte pożarami i zasnute żrącym dymem. - Przejęło mnie to do samych trzewi - wspominała badaczka rok później w rozmowie z prestiżowym magazynem "Nature". - Zmiany klimatyczne nie są czymś, co będzie kiedyś dotyczyć kogoś innego. Instynktownie poczułam, że są realne dla mnie, mojej rodziny i wszystkiego, na czym mi zależy - dodawała.

Czytaj więcej

Meta zarabia miliony na greenwashingu. Twitter wspiera denializm klimatyczny

Oczywiście, można by uznać, że uniwersytecka katedra jest tym miejscem, w którym należałoby się brać za walkę ze zmianami klimatycznymi. Ale Gilbert tylko wzrusza ramionami: ślimacze tempo życia uniwersyteckiego czy niewielkie przełożenie na decyzje podejmowane przez polityków i menedżerów nie dają poczucia sprawczości, które ona chciała mieć. - Studiowałam reakcje przyrody na zmiany środowiskowe przez piętnaście lat: badając, publikując i czekając aż coś się wydarzy. A potem nic się nie wydarzyło, nawet mimo współpracy z publicznymi instytucjami środowiskowymi - podsumowuje z goryczą.

Wreszcie, w kwietniu ubiegłego roku podjęła decyzję o zmianie: raz jeszcze ruszyła do Kaliforni, by podjąć pracę w Natural Capital Exchange, start-upie z San Francisco, który umożliwia właścicielom niewielkich farm sprzedaż zielonych obligacji emitowanych w zamian za zachowanie i pielęgnowanie na ich farmach lasów. Rozstanie z uczelnią było łatwe, ale Gilbert ma chyba to, o czym marzyła. - Firma jest pełna zdyscyplinowanych, mądrych ludzi, którzy chcą wykonać dobrą robotę. To będzie dzika, podniecająca przejażdżka - opowiada.

Uciec w zieleń

Frustracja naukowców pewnie nikogo dziś nie zaskakuje. Świat nauki niejednokrotnie dawał wyraz rozczarowaniu, że jego alarmy nie robią wrażenia na decydentach, a atmosfera buntu przeciw obojętności otoczenia od lat odzwierciedla się choćby w kulturze masowej: wystarczy wspomnieć ubiegłoroczny hit Netflixa - "Nie patrz w górę".

Ale zjawisko zatacza znacznie szersze kręgi, o czym przekonuje niedawny reportaż agencji Bloomberg o "Climate Quitters", "rzucających pracę z powodu zmian klimatycznych". Wystarczy rzut oka na jego bohaterów: Catherine Cleary, recenzentka restauracji, która w 2020 r. założyła Pocket Forests, organizację wspierającą fundowanie terenów zielonych w miastach; Justin Kennedy, australijski prawnik specjalizujący się wcześniej w rynku ropy i gazu, który pracuje dziś dla firmy planującej przeciągnąć kabel długości 4200 km między Asutralią a Singapurem, by przesyłać do Azji energię wyprodukowaną przez panele solarne; Rebecca Cooke, londyńska specjalistka ds. telekomunikacji, która wyprowadziła się na odciętą od sieci energetycznej nowozelandzką wysepkę; Sandy Anuras, wcześniej wiceprezes biura turystycznego Expedia, który w energetycznej firmie Sunrun został CTO, dyrektorem ds. technologii.

Czytaj więcej

Naftowy gigant z premedytacją zanieczyszczał środowisko od dekad

Z kolei spektakularnym transferem, o którym głośno było w Dolinie Krzemowej, było odejście jednego z czołowych menedżerów koncernu Meta (innymi słowy: Facebooka), Mike'a Schroepfera, z pozycji CTO w Meta do branży dekarbonizacyjnej. Lokalne media opisywały też Cassandrę Xia, ekspertkę Google, która zatrudniła się w startupie fintechowym Evergrow, mającym ambicje usunięcia gigatony wyemitowanych gazów cieplarnianych z atmosfery, czy menedżerki zajmującej się łańcuchami dostaw dla Apple, Malak Abu Sharkh, która wylądowała w start-upie Charm Industrial, o podobnie ambitnych celach dekarbonizacyjnych.

W dosyć oczywisty sposób konsekwencje pustoszenia środowiska naturalnego są widoczne dla pracowników branży energetycznej, szczególnie tych, którzy bezpośrednio pracują przy eksploatacji tradycyjnych kopalin. To prawdopodobnie tam Climate Quitters pojawili się w pierwszej kolejności. - Z początku chodziło o przygodę - opowiadał portalowi Euronews Pete Mulholland, weteran branży wydobywczej, który projekty naftowe i gazowe zmienił kilka lat temu na "zieloną" geotermię. - Ale po jakimś czasie dostrzegasz, że planeta ma już wystarczająco dużo wylewającego się na nią węgla. Może mam z tego mniej pieniędzy. Ale moje życie nic się nie zmieniło - zapewniał.

Podczas gdy jedni mówią o wyrzutach sumienia czy piorunującym wrażeniu, jakie wywarły na nich raporty i apele naukowców, inni prezentują swoje wybory zawodowe bardziej przyziemnie. - Żaden ze mnie eko-wojownik - kwitował Joe Colligan, specjalista z branży motoryzacyjnej, który dziś używa swojego know-how, pracując dla energetyki wiatrowej. - Motoryzacja to dziś opuszczona ziemia. Możliwości rozwoju i awansów stają się odległe - podsumowywał.

Obiecujący deficyt

No właśnie: sumienie swoją drogą, a kalkulacje swoją. Liczby, które podsuwają specjaliści od rynku pracy, robią wrażenie. Tylko w Wielkiej Brytanii do końca tej dekady ma powstać niemal 700 tys. miejsc pracy związanych z "czystymi" czy "zielonymi" technologiami. W skali całego świata mówi się o 24 milionach oczekiwanych wakatów do zapełnienia - w analogicznej perspektywie ośmiu najbliższych lat. Można śmiało zakładać, że kto dziś podejmie - owszem, ryzykowną - decyzję o przekwalifikowaniu się na speca od zielonych technologii, dobrze na tym wyjdzie. W końcu to pionierzy robią najszybsze i najbardziej spektakularne kariery.

Czytaj więcej

Giganci technologiczni rujnują planetę. Deklaracje to często frazesy

A deficyt na rynku jest ewidentny. Ubiegłoroczna ankieta przeprowadzona przez portal LinkedIn wskazuje, że liczba ofert pracy w zielonych technologiach rośnie o jakieś 8 proc. rocznie. Tymczasem liczba specjalistów, którzy dopisują do swoich CV kompetencje z tego zakresu powiększa się zaledwie o 6 proc. rocznie - co oznacza, że na rynku pracy będzie ich coraz bardziej brakować. Co może też oznaczać bardziej intratne oferty pracy (ale też w dalszej perspektywie koszty pracy mogą okazać się czynnikiem hamującym branżę).

Zatory może rozładować młode pokolenie rekrutów. Generacja Z nie ukrywa, że nie tylko pieniądze mają znaczenie - w 2021 r. zbadali to podejście eksperci Yale School of Management. Z przeprowadzonego w 29 uczelniach biznesowych na całym świecie sondażu wynika, że 51 proc. ankietowanych (udział wzięło około 2 tys. studentów) pogodziłoby się z niższą płacą, o ile ich pracodawca byłby firmą społecznie - i środowiskowo - odpowiedzialną. Według Międzynarodowej Agencji Energii, w 2022 r. na rynku energetycznym większą liczbę pracowników zatrudniały spółki zajmujące się produkcją zielonej energii niż konwencjonalne koncerny, zajmujące się wydobyciem kopalin. Do tych danych dołóżmy statystyki Global Energy Talent Index, z których wynika z kolei, że więcej niż co piąty zatrudniany w energetyce odnawialnej przechodził z "konwencjonalnego" sektora, a 82 proc. (!) wszystkich ankietowanych mogłaby rozważyć taki transfer z "brudnej" do "czystej" części branży w nadchodzących trzech latach.

I nie jest to jedynie specyfika branży energetycznej, bowiem z badania agencji Supercritical, przeprowadzonego wśród pracowników biurowych w Wielkiej Brytanii wynika, że co trzeci z badanych deklaruje zmianę miejsca pracy, jeśli jego firma pozostanie bezczynna wobec zmian klimatycznych.

Hamulce zmian

Można przyjąć, że tempo, w jakim zmiany klimatyczne odciskają się na rynku pracy, nie będzie jednak tak szybkie, jak sugerowałyby wszystkie przytaczane wyżej wyniki badań. Nie brak bowiem hamulców w tym procesie: chodzi tu przede wszystkim o kryzys energetyczny z ostatniego roku, który w olbrzymiej mierze podbił wyniki wszystkich firm z sektora konwencjonalnych surowców energetycznych i może napędzać ich ponowny rozwój w perspektywie kolejnych kilku lat. Podobnie na szerzej rozumianym rynku odbijać się będzie pesymizm, ogarniający niemal wszystkie sektory gospodarki - od inflacji, przez postrzępione łańcuchy dostaw, deficyty półprzewodników, zagrożenia militarne w Europie czy Azji Południowo-Wschodniej. Trudno mówić o porzuceniu pracy, która nie szanuje środowiska, jeśli alternatywą jest bezrobocie.

Czytaj więcej

Zyski ważniejsze od zrównoważonego rozwoju

Ale też kierunek, w jakim zmierza rynek pracy, jest oczywisty. Świadomość konieczności zapobiegania zmianom klimatycznym to w politycznych i biznesowych agendach aspekt, który jest coraz bardziej widoczny - i z symbolicznego "kwiatka do kożucha" zmieniający się w kluczową cechę działalności firmy. Climate Quitters mogą wkrótce być nie ciekawostką lecz jednym z głównych trendów w agencjach rekrutacyjnych.

Doktor Sophie Gilbert może uchodzić za symbol zmiany. Na University of Idaho Gilbert była specjalistką od ekosystemów. Na jej profilu, wciąż widniejącym na stronach uczelni, Gilbert pisze o swoim zainteresowaniu dziką przyrodą i tym, jak zwierzęta reagują na zmiany ich otoczenia - zmieniając swoje zachowanie czy liczebność populacji - oraz jakie interakcje zachodzą między nimi a ludźmi we współdzielonym środowisku.

W 2021 r. wszystko się jednak zmieniło. Gilbert ruszyła w letnią samochodową podróż na zachód, do Kaliforni. Wycieczka zamieniła się w udrękę: temperatura powietrza na zewnątrz auta nierzadko przekraczała 40 stopni Celsjusza, a droga wiodła przez pola ogarnięte pożarami i zasnute żrącym dymem. - Przejęło mnie to do samych trzewi - wspominała badaczka rok później w rozmowie z prestiżowym magazynem "Nature". - Zmiany klimatyczne nie są czymś, co będzie kiedyś dotyczyć kogoś innego. Instynktownie poczułam, że są realne dla mnie, mojej rodziny i wszystkiego, na czym mi zależy - dodawała.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Klimat i ludzie
Noblistka z ekonomii: opodatkujmy 3000 osób. Sposób na walkę ze zmianami klimatu
Klimat i ludzie
Seniorki pozwały władze za brak walki ze zmianami klimatu. Jest wyrok sądu
Klimat i ludzie
Niszczymy Półwysep Helski. Raport NIK: „Niedopuszczalna ingerencja w środowisko”
Klimat i ludzie
Ten rok może być przełomowy dla klimatu. Zdecydują o tym mieszkańcy 4 krajów
Klimat i ludzie
Szef ExxonMobil o zmianach klimatu: winni są konsumenci, nie chcą płacić więcej