Doktor Sophie Gilbert może uchodzić za symbol zmiany. Na University of Idaho Gilbert była specjalistką od ekosystemów. Na jej profilu, wciąż widniejącym na stronach uczelni, Gilbert pisze o swoim zainteresowaniu dziką przyrodą i tym, jak zwierzęta reagują na zmiany ich otoczenia - zmieniając swoje zachowanie czy liczebność populacji - oraz jakie interakcje zachodzą między nimi a ludźmi we współdzielonym środowisku.
W 2021 r. wszystko się jednak zmieniło. Gilbert ruszyła w letnią samochodową podróż na zachód, do Kaliforni. Wycieczka zamieniła się w udrękę: temperatura powietrza na zewnątrz auta nierzadko przekraczała 40 stopni Celsjusza, a droga wiodła przez pola ogarnięte pożarami i zasnute żrącym dymem. - Przejęło mnie to do samych trzewi - wspominała badaczka rok później w rozmowie z prestiżowym magazynem "Nature". - Zmiany klimatyczne nie są czymś, co będzie kiedyś dotyczyć kogoś innego. Instynktownie poczułam, że są realne dla mnie, mojej rodziny i wszystkiego, na czym mi zależy - dodawała.