West London Greenford Tube, stacja londyńskiej kolejki położona nieopodal legendarnego stadionu Wembley, przez wiele lat przyprawiała zarządców metra o ból głowy. Choć same tory metra w tym miejscu przebiegają już na powierzchni ziemi, to kasy biletowe, pomieszczenia techniczne i instalacje zostały usytuowane pod nią.
Przez wiele lat podziemna infrastruktura stacji była regularnie zalewana. Wystarczył co bardziej ulewny deszcz – a jak wiadomo, jest to zjawisko w Londynie stosunkowo często występujące – by podziemia napełniły się wodą. Na podziemnym terenie stacji do dziś można dostrzec worki z piaskiem, które służyły za ostatnią linię obrony personelu przed naporem wody. Administracja The Tube planowała nawet kosztowną przebudowę okolic stacji, w tym przekierowanie cieków wodnych i budowę niewielkiej tamy.
Bobry w Londynie: Ratunek dla stacji metra
Rozwiązanie okazało się znacznie prostsze. W 2023 r. londyńscy przyrodnicy przekonali zarządców metra, by dać jeszcze szansę bobrom. Reintrodukcji bobrzej familii do pobliskiego parku Paradise Fields, zielonego „oczka” w miejskiej tkance o powierzchni około dwóch kilometrów kwadratowych, dokonano w październiku owego roku. Przed wieloma laty było to pole golfowe na ówczesnych dalekich przedmieściach brytyjskiej stolicy, z przebiegającym przez nie potokiem. Z czasem jednak golfiarze przenieśli się gdzie indziej, a obiekt został zaniedbany, zarósł – i w końcu stał się miejskim parkiem.
Operacja reintrodukcji okazała się strzałem w dziesiątkę. Bobry zaaklimatyzowały się w Londynie bez większych problemów. Owszem, drzewa w Paradise Fields zostały nieco przerzedzone, służąc za budulec żeremiów, które wyrosły w kilku miejscach parku, przecinając bieg lokalnej rzeczki. O ironio, powstały w ten sposób niewielkie obszary zalewowe, które skutecznie odciążyły stację Greenford, absorbując nadmiar wody. – Bobry skutecznie zamieniły to miejsce w wielką gąbkę, która może z powodzeniem przyjąć nadmiar wody opadowej i powoli uwalniać ją potem do okolicznych gruntów, zwiększając odporność na zalewania – cytuje stacja NPR lokalnego weterynarza Seana McCormacka, który zainicjował kampanię na rzecz bobrów.
Okazało się też, że „zagospodarowanie” strumienia i przerzedzenie drzew w centrum Paradise Fields zachęciło inne gatunki zwierząt do osiadania w tym miejscu. McCormack twierdzi, że w ciągu ostatnich dwóch lat w parku pojawiło się osiem gatunków ptaków, które wcześniej tu nie zaglądały, dwa nowe gatunki nietoperzy, rzadki gatunek motyla oraz słodkowodne krewetki. No i na Greenford zaczęli wysiadać turyści chętni do oglądania bobrów w akcji – choć te pracują głównie nocami.
W jaki sposób bobry pomagają ludziom?
Brytyjczycy wytępili rodzimą populację bobrów już ponad czterysta lat temu, dzisiaj jednak programy reintrodukcji są prowadzone w co najmniej kilkudziesięciu – może nawet ponad stu – miejscach w kraju. W sporej mierze odpowiadają za to zmiany klimatu: wyspiarze uznali, że „regulowane” przez te zwierzęta cieki wodne mają mniejszą skłonność do wylewania, urzędnicy w Szkocji z kolei są zaniepokojeni wysychaniem lasów i zwiększonym ryzykiem pożarów, które w jakimś stopniu jest redukowane przez tworzenie naturalnych zalewisk bobrzej proweniencji.
Według organizacji WWF powstające dzięki bobrom podmokłe łąki charakteryzuje wysoki stopień zdolności do wychwytywania i przechowywania dwutlenku węgla. „Niektóre z badań sugerują, że takie miejsca są w stanie wychwycić 470 tys. ton CO2 rocznie, a świadczone przez bobry usługi tylko w USA dałoby się wycenić na setki milionów dol. W jednym z tych opracowań oszacowano, że bobry co roku oszczędzają USA 133 mln dol. na ochronę habitatów i bioróżnorodności oraz 75 mln dol. na wychwytywanie CO2” – piszą eksperci WWF, nazywając bobry „inżynierami ekosystemów”.
W Polsce bobry i ich konstrukcje stały się przedmiotem zażartych bojów o raczej ideologicznym charakterze. Z jednej strony zwierzęta te – wraz ze swoimi konstrukcjami i tworzeniem podmokłych obszarów – bywają zaliczane do czynników, które miałyby zwiększać ryzyka powodziowe i niepotrzebnie zatrzymywać wodę „w krajobrazie”, co może drażnić choćby rolników. Z drugiej jednak strony: Polska wysycha, utrzymanie „wody w krajobrazie” staje się coraz ważniejsze, zarówno z punktu widzenia bezpieczeństwa pożarowego, jak i choćby potrzeb owego rolnictwa. Tak czy inaczej, być może zamiast do bobrów strzelać, należałoby jednak z nimi w umiejętny sposób współpracować.