Dla rynku odzieżowego nadchodzi spora zmiana, czyli Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta dla tekstyliów. Unijne przepisy nakazują krajom wprowadzić te przepisy w czerwcu 2027. Jak państwo oceniacie założenia polskiego ROP dla tekstyliów?
W ROP dla tekstyliów chodzi w uproszczeniu o to, by zagospodarować ubrania, których już nie chcemy nosić, a także by zaplanować ich ścieżkę już w momencie wprowadzania ich na rynek. W tym celu muszą za nimi podążać środki finansowe, które umożliwią zagospodarowanie tych tekstyliów. ROP będzie więc związany z tym, że wprowadzone zostaną pewne opłaty na organizację zbiórki, na ich sortowanie, przetwarzanie, na umożliwienie ponownego użycia. Obecnie mamy etap przygotowawczy, i z tego co słyszymy z wypowiedzi ministerstwa klimatu, plan na to wygląda całkiem sensownie i jest dobrze przemyślany. ROP dla tekstyliów ma bazować na doświadczeniach ROP dla zużytych sprzętów elektronicznych, gdzie powstały organizacje odpowiedzialności producenta. Pieniądze wprowadzane na rynek w ramach ROP dla sprzętu podążają przede wszystkim do różnych operatorów, dzięki czemu ten system jest tak wydajny. Mamy nadzieję, że to się też przełoży na tekstylia.
ROP dla tekstyliów ma dwie perspektywy, biznesu i konsumentów. Co konsumenci mają zrobić z ubraniami od przyszłego roku?
Zamysł jest taki, że to w sklepach będą zorganizowane punkty zbiórek. W przypadku pięciu marek LPP, w sklepach Reserved, Mohito, Cropp, House i Sinsay można zostawić używaną odzież, obuwie i akcesoria już od 2018 r. Zbiórka odzieży musi być wygodna dla konsumenta, ale ważne jest także w jaki sposób jest ona prowadzona. Chodzi o to, by ubrania nadawały się do przetwarzania i do recyklingu, by były czyste i suche. Dlatego pomysł ministerstwa ze zbiórką w sklepach jest najlepszym rozwiązaniem.
Co firma LPP robi z ubraniami, które nadają się do drugiego obiegu?
Początkowo oddawaliśmy je na cele społeczne, dla osób w kryzysie bezdomności, ale po 2025 r. tych ubrań zrobiło się tak dużo, że wszystko, co zbierzemy, trafia do firmy Wtórpol. Ta za każdy kilogram zebranej odzieży przeznacza 50 groszy na cele Fundacji LPP, która wspiera inicjatywy społeczne. Ale oczywiście, każde ubranie kiedyś traci swoją funkcjonalność. Wówczas Wtórpol zajmuje się utylizacją, zgodnie z hierarchią postępowania z odpadem.
Czy projektowanie ubrań zmieni się w kontekście ROP?
ROP to pierwsze rozwiązanie, które daje możliwość uregulowania całego rynku tekstylnego. Tworząc koszulkę będziemy ją projektować inaczej niż np. kurtkę na narty, która ma być wodoodporna i oddychająca. W przypadku T-shirtów będziemy dążyć do stosowania monomateriałów, by łatwo poddać je recyklingowi. Z kolei kurtek używamy rzadziej. Mają one dużo wyższą wartość i łatwiej je odsprzedać dalej – dlatego tu skupimy się na innych aspektach, m.in. na tym, by nadawały się do naprawy, by można było np. wymienić zamek.
Czy te same zasady będą dotyczyły polskich producentów, importerów odzieży i innych sprowadzających ubrania na nasz rynek? Polacy sporo kupują na przykład na chińskich platformach, które nie mają sklepów w Polsce.
LPP jest firmą polską, którą obowiązuje prawo krajowe, unijne i każdego kraju, na który wprowadza towar do sprzedaży. Mamy jednak do czynienia także z firmami zagranicznymi, które sprzedają towar bezpośrednio do klientów i ich te prawa nie obowiązują w praktyce, bo są trudne do uchwycenia. W UE ten temat zaczyna być coraz bardziej znany. Dlatego dużo zależy od tego, jak szczelna będzie weryfikacja na granicy. Mamy nadzieję, że tym trybem będą też pobierane opłaty ROP, bo w przeciwnym razie uderzy to mocno w polskie firmy, które mają płacić od sztuki czy kilograma odzieży. Jeśli ROP dla tekstyliów nie będzie obowiązywać platform azjatyckich, które sprzedają bezpośrednio do klienta, europejska branża odzieżowa ucierpi na tym finansowo.