Minister rolnictwa zachęca do jedzenia mięsa. Ma rację?

Udostępnij

W mediach społecznościowych zdarzają się takie wpisy, obok których nie sposób przejść obojętnie. Do takich właśnie należy zaliczyć opublikowany niedawno na Twitterze post ministra rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorza Pudy – post tak bardzo przeczący aktualnej wiedzy, na tak wielu poziomach, że wymaga komentarza.

Kupujmy mięso, mleko, nabiał, to pełne cennych składników odżywczych produkty.

To okrągłe, pozbawione konkretów zdanie, mogłoby znaleźć się na plakacie reklamującym zakłady mięsne i mleczarskie. Oczyma wyobraźni widzę wręcz pana ministra, jak uśmiecha się do zdjęcia, w jednej ręce trzymając szklankę mleka, a w drugiej pęto kiełbasy. Panie ministrze, dzwoniły lata 90. i prosiły o zwrot swoich haseł reklamowych. O ile bowiem wówczas kampania „Pij mleko – będziesz wielki!” nie wzbudzała kontrowersji, bo świadomość konsumencka była znacznie mniejsza, a wybór produktów – ograniczony, dzisiaj nie jest już tak łatwo przekonać konsumentów do kupna czegoś, co niekoniecznie jest dla nich korzystne. Owszem, w mleku znajdziemy witaminy, białko czy wapń, ale oprócz tego tłuszcze nasycone, kwasy tłuszczowe typu trans, cholesterol oraz sód. Czyli substancje nierozerwalnie związane z rozwojem nowotworów, otyłością czy chorobami układu krążenia. Mleko zawiera również hormon wzrostu IGF-1, który – jak wykazały badania – odgrywa znaczącą rolę w tworzeniu się guzów u ludzi. Dodatkowo, krowy otrzymują antybiotyki, które znajdują się również w mleku, a jego spożywanie prowadzi u ludzi do zwiększenia odporności na ich działanie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała to za poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego na świecie. WHO nie rekomenduje również diety bogatej w mięso – umieściła mięso przetworzone i czerwone na liście produktów rakotwórczych (wśród alkoholu, papierosów czy azbestu). Rocznie aż 50.000 zgonów na świecie stanowi efekt spożywania mięsa czerwonego i przetworów mięsnych (wg danych Global Burden of Disease Project).

Powinny być w składzie każdej zdrowej diety. Zalecane zwłaszcza dla dzieci i młodzieży.

Według kogo? Kto je zaleca? Immunolodzy z Polskiej Akademii Nauk w liście zaleceń na czas epidemii, dla wzmocnienia odporności, rekomendowali przejście na dietę roślinną. Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje dietę pełną produktów roślinnych (owoce, warzywa, produkty z pełnego ziarna oraz strączki), umiarkowane ilości mleka i bardzo ograniczone ilości mięsa (jeśli w ogóle).

Czytaj też: Sondaż: chcemy walki o klimat, ale nie zrezygnujemy z mięsa

Szczególnie polecam te od polskich rolników i producentów. #SolidarniZRolnikami

Z tym fragmentem trudno się nie zgodzić – po pierwsze, wspieranie zakupów od polskich dostawców jest godną podziwu postawą patriotyczną. Warto wspierać polskich rolników, producentów i polską gospodarkę, zwłaszcza w czasie pandemii, która szczególnie odciska swoje piętno na niewielkich gospodarstwach czy firmach. Po drugie – kupowanie lokalnych produktów, jest znacznie lepsze dla środowiska, eliminując emisje CO2 pochodzące z transportu żywności. Tylko, że mając na myśli polskich rolników, minister dziwnym trafem mówi jedynie o tych, którzy na rynek wprowadzają produkty odzwierzęce. Co z płodami rolnymi? Dlaczego minister Puda nie walczy z taką zaciekłością o tych, którzy przegrywają z korporacjami, które wprowadzają do polskich marketów ziemniaki z Francji, zamiast kupić je od polskiego rolnika?

@Sylwia Spurek żyj i pozwól żyć innym

Panie Ministrze, lepiej bym tego nie ujęła: dokładnie na tym opiera się filozofia weganizmu. Tylko, że ten apel do europosłanki przeczy pierwszym wersom Pana wpisu. Sylwia Spurek walczy właśnie o to, żeby na polskie stoły trafiały pełnowartościowe, polskie owoce i warzywa – i żebyśmy dali żyć zwierzętom. I nie tylko im – także osobom, które mieszkają w sąsiedztwie ferm przemysłowych i muszą zmagać się np. z potwornym odorem, który negatywnie wpływa na ich zdrowie, powoduje migreny czy alergie. Hodowle zwierząt są odpowiedzialne za 18% emisji gazów cieplarnianych, pochodzących z działalności człowieka. Innymi słowy: odpowiadają za coraz szybsze ocieplanie się naszej planety. Generują też ogromne ilości wody, zajmują coraz większe powierzchnie ziemi (prowadząc do wylesiania) i pochłaniają ogromne ilości zbóż, przeznaczanych na paszę dla zwierząt.

Panie ministrze, może kolejne posty w social mediach warto przemyśleć?

Czytaj też: Zabijanie 80 mld zwierząt rocznie zagraża bioróżnorodności

Udostępnij
Zamknij
© Licencja na publikację © ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone Źródło: Rzeczpospolita
Zamknij