Materiał powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej

W jakim miejscu rozwoju pana zdaniem jest energetyka wiatrowa w Polsce? Zacznijmy od sektora na lądzie.

Jesteśmy dopiero na początku drogi…

Ale kraj wydaje się zastawiony wiatrakami…

Może się tak wydawać, lecz w obliczu potrzeb jesteśmy na początku. Kiedyś, gdy mieliśmy np. 100 km autostrady, komuś mogło się wydawać, że to jest istotna długość. Teraz mamy 7 tys. megawatów z wiatru i komuś może się wydawać, że to jest istotna liczba, ale w obliczu potrzeb to dopiero początek. Potrzebujemy zwielokrotnienia tej mocy zainstalowanej i zwielokrotnienia produkcji.

Co stoi na przeszkodzie? Ustawa 10H?

Oczywiście. Jej zliberalizowanie jest niezbędne, żeby odblokować potencjał inwestycji w lądowej energetyce wiatrowej. Niezbędne jest to, żeby branża rosła, bo potrzebujemy więcej podmiotów na rynku i więcej inwestycji, żeby w przyszłości mieć energię potrzebną dla gospodarki.

A jeśli chodzi o morską energetykę wiatrową?

Tu mamy mniej doświadczenia w realizacji, ale mamy lepszy plan. Morska energetyka wiatrowa w ostatnich latach jest większym priorytetem rządu niż lądowa. To spowodowało, że mamy spójną koncepcję, jak realizować ten wielki projekt infrastrukturalny, i myślę, że będzie on sukcesem. Za kilkanaście lat będziemy mieli kilkanaście gigawatów mocy zainstalowanej na morzu. Największym wyzwaniem będzie dobre zorganizowanie łańcucha dostaw. Są to naprawdę duże projekty, które dla wykonawców będą nowe. Tak więc kluczowe będzie sprostanie wyzwaniom technicznym.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W przypadku offshore mówi się, także tu, w Serocku, o braku rozwiązań prawnych i o infrastrukturze takiej jak porty. Zgadza się pan z tymi tezami?

Rzeczywiście, to są poważne potrzeby. Od tego, jak szybko zostaną uzupełnione te braki, będzie zależało to, czy inwestycje będą realizowane w terminie. Jednak w energetyce lądowej projekty są mniejszej skali i do ich realizacji nie jest potrzebna dodatkowa infrastruktura, taka jak porty. Tym bardziej zwiększenie nacisku na wiatraki na lądzie spowoduje przyspieszenie realizacji nowych mocy. Jesteśmy gospodarczo w takim momencie, że abyśmy nie mieli głębokiej recesji spowodowanej brakiem energii, musimy bardzo przyspieszyć inwestycje w odnawialne źródła.

O jakiej skali przyspieszenia mówimy, jaki terminarz byłby tu najlepszy?

Najlepszy byłby taki terminarz, w którym od 2016 r. można było rozwijać w sposób niezachwiany nowe projekty wiatrowe. Jesteśmy trochę opóźnieni. Skala inwestycji, które są konieczne z perspektywy tylko nowego popytu na energię elektryczną – czyli zakładając, że będziemy produkować z węgla i gazu tyle, ile obecnie – to 4 terawatogodziny rocznie nowej podaży, co może być zapewnione przez ok. 1500 megawatów nowego wiatru. A jeżeli chcemy się dekarbonizować o 2 proc. rocznie, to oznaczałoby to kolejne 1500 megawatów. Doprowadziłoby to nas do zeroemisyjności za 50 lat. Konieczność inwestycji jest tak duża, że nie ma skali projektów, która w krótkim terminie byłaby zbyt duża.

Jaka jest rola państwa firmy na rynku energetycznym?

Respect Energy zajmuje się świadczeniem usług wytwórcom w zakresie odbioru od nich energii. Z kolei w nią zaopatrujemy naszych odbiorców biznesowych. Prowadzimy też inwestycje w OZE tak w wietrze, jak i w fotowoltaice. Tę rolę dalej będziemy pełnić. Chcemy być głównym odbiorcą zielonej energii z coraz większej liczby odnawialnych źródeł, które też będą coraz więcej ważyć w systemie. Mamy wykształcone szczególne kompetencje, czyli mamy analityków, meteorologów. Jesteśmy w stanie optymalizować wykorzystanie energii, by to było najbardziej efektywne, czyli dla wytwórcy wiązało się z najniższymi kosztami obsługi, a dla odbiorcy mogło zapewnić najniższą możliwą cenę.

Materiał powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej